POLITYKA

Sobota, 23 lutego 2019

Polityka - nr 24 (2709) z dnia 2009-06-13; s. 10

Flesz. Ludzie i wydarzenia / Świat. Komentarz

Roman Frister

Czek in blanco

W wielkiej auli uniwersytetu kairskiego Barack Obama zamknął ostatecznie czas odwetu za 11 września 2001 r. Nowy prezydent USA odciął się od stronniczej taktyki fundamentalistów chrześcijańskich otaczających Busha i wyciągnął przyjazną rękę do świata islamskiego, przypominając jego dawną świetność, a także islamskie korzenie.

Obama jest wybitnym oratorem i nie bez kozery zbierał burzę oklasków za każde zdanie zapowiadające nową epokę w stosunkach z narodami muzułmańskimi. Nie mówiąc tego wyraźnie, stanowczo odrzucił znaną tezę Huntingtona o zderzeniu cywilizacji na tle religijnym jako przyczynie przyszłych nieuchronnych konfliktów.

W jej miejsce wprowadził teorię współistnienia różnych cywilizacji. „Ameryka – oznajmił – nie rości sobie prawa do pouczania innych, jaką formę sprawowania władzy powinni wybierać, pod warunkiem, że uszanowane zostaną prawa człowieka”.

Na takim tle nawet stwierdzenie, iż zaprzeczanie Holocaustowi stanowi zbrodnię, przyjęto życzliwie. Słuchacze wiedzieli, że prosto z Kairu Obama uda się do byłego obozu koncentracyjnego Buchenwald, aby złożyć hołd ofiarom nazistowskiej polityki eksterminacji Żydów. Milczeniem przyjęto konstatację ...