POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 1 (2840) z dnia 2012-01-03; s. 49-51

Ludzie i wydarzenia 2012. Świat

Jędrzej WinieckiAgnieszka Mazurczyk  [współpr.]

Czerwona dziewiątka

Dziewięciu ludzi kieruje życiem jednej piątej ludzkości. Chińscy komuniści wymienią w tym roku całe swoje kierownictwo, w tym Komitet Stały politbiura.

Liang Wengen zatrudnia 60 tys. osób, do biura dojeżdża wartym milion dolarów Maybachem. Zapisał się do partii w 2004 r. Tej jesieni, po ośmiu latach oczekiwania, właściciel prężnej firmy produkującej dźwigi, koparki i walce, a zarazem najbogatszy obywatel ChRL (wyceniany na 9,3 mld dol.), wejdzie do Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, najwyższego kręgu władzy w państwie. Lianga może dyskwalifikować majątek, ale nobilituje wzorcowy życiorys współczesnego chińskiego self-made mana: dzieciństwo w biednej górskiej wsi, później etat w administracji, następnie wir rodzącego się w końcu lat 80. kapitalizmu i fortuna zbita na boomie budowlanym.

Jeszcze niedawno majętni Chińczycy z rezerwą odnosili się do rankingów reklamujących ich bogactwo. Wysokie miejsce na liście zapowiadało kłopoty, naprowadzało na celownik partii, która blisko sto lat temu narodziła się także po to, by zwalczać prywaciarzy i kapitalistów. Teraz komunistą moż...

Kim lubi kosza

Wymuszona sukcesja trwa w Korei Północnej. Władzę stara się tam przejąć dwudziestoparoletni Kim Dzong Un, syn zmarłego w grudniu satrapy Kim Dzong Ila. Zmiana warty potrwa długo, bo choć 69-letni Umiłowany Przywódca słabował na zdrowiu, to zmarł na tyle nieoczekiwanie, że nie zdążył przygotować lądowania Wielkiemu Następcy. Dlatego Dzong Un przez najbliższe miesiące przy pomocy krewnych i zauszników ojca będzie się rozpychał na czele partii i milionowego wojska (czwartej najliczniejszej armii globu). Tylko kontrola nad nimi zapewni pełnię władzy.

O juniorze niewiele wiadomo. Jest czterogwiazdkowym generałem, uczył się w Szwajcarii, lubi zachodnią muzykę i koszykówkę, choć akurat fruwanie pod koszem może utrudniać znaczna nadwaga. Niemniej w kraju spustoszonym w latach 90. klęską głodu krągłość jest oznaką powodzenia i tym lepszym kapitałem politycznym, że pucułowaty wnuczek jest uderzająco podobny do dziadka, co ułatwia pracę propagandzie.

W 2012 r. przypada stulecie urodzin Wiecznego Prezydenta Kim Il Sunga (dziadka), miała być feta na siedemdziesięciolecie Kim Dzong Ila (ojca), wreszcie 2012 r. miał być najwspanialszym rokiem w dziejach Korei, która miała rozpocząć marsz ku budowie mocarstwowej pozycji. Teraz plany trzeba zmienić. Ale z drugiej strony przed Wielkim Następcą otwierają się nowe możliwości. Dotychczas polityka Pjongjangu sprowadzała się do dobrze znanego refrenu: prężenia atomowych muskułów i konwencjonalnych prowokacji, na przykład odpalenia rakiet albo topienia południowokoreańskich kutrów. Później przychodzi czas na łagodzenie szantażu w zamian za pomoc gospodarczą od zaniepokojonych kuzynów z Południa.

Młodziak może dopisać nowe zwrotki: po 7 latach wrócić do rozmów sześciostronnych (obie Koree plus Chiny, Japonia, USA i Rosja), szukać zbliżenia z Południem, które w grudniu pójdzie do urn. Wielki Następca może też próbować reformować kraj, co może być zadaniem pilnym. Kwitnie kontrabanda z Chin i czarny rynek, w użyciu są przemycane telefony komórkowe – można złapać zasięg w pobliżu granic z Chinami i Koreą Południową. Powszechne są odtwarzacze DVD, dzięki którym można zobaczyć, że życie na Południu, w Japonii, Chinach, USA jest biegunowo odległe od tego przedstawianego w propagandzie. Wielki Następca musi pamiętać, że refren lubi się zmieniać.