POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 35 (3175) z dnia 2018-08-29; s. 96

Felietony / Stomma

Ludwik Stomma

Czerwona zaraza

Jednym ze złudzeń pana prezydenta Dudy (premier idzie tu w jego ślady) jest przekonanie, że jest wybitnym oratorem. Oczywiście, jeśli przyjmiemy za Augustem von Platenem: „Tylko coś mówić i nic nie powiedzieć – Było największym zawsze mówców darem”, to coś jest na rzeczy, chociaż – oddajmy głos rodzimemu tym razem poecie Juliuszowi Słowackiemu – „Trochę w tej mowie niegramatycznościów”.

Ostatnio niespecjalnie udało się 15 sierpnia. A miało być tak pięknie. Kiedy dochodziło do „czerwonej zarazy” uśmiechnięta twarz prezydenta tężała i robiła się niemal groźna. Mówił Cyceron: „Mówcy nie przystoi się gniewać”. Tymczasem Duda jawił się naprawdę obrażonym na Tuchaczewskiego. Można sądzić, że w ogóle nie lubi zaczynających się na „Tu” – Tusk, Turowicz, Tupolew, Tuwim (pisał o Stalinie i tłumaczył ruskich), ciekawe, jak tam z Tutenchamonem? Poza akcentami epidemiologicznymi dowiedzieliśmy się o polskich (w jakiej mierze naszych?) zwycięstwach pod Wiedniem, Grunwaldem, Monte Cassino i tysiącach innych wiktorii bez nazwiska. Wynikało z tego ...