POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 48 (2835) z dnia 2011-11-23; s. 18

Raport

Anna DąbrowskaGrzegorz Rzeczkowski

Człowiek klanu

Nie wiadomo, czy Władysław Kosiniak-Kamysz, nowy minister pracy, tak szybko zaszedłby tak wysoko, gdyby nie dobrze kojarzone w PSL nazwisko.

Skok, który wykonał Władysław Kosiniak-Kamysz, obejmując resort pracy i polityki społecznej, ociera się o rekord. 30-letni doktor nauk medycznych (młodszy był Rafał Wiechecki z LPR, szef resortu gospodarki morskiej w rządach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego), badacz funkcji śródbłonka u chorych na cukrzycę, nie pełnił nigdy funkcji publicznych, nie kandydował nawet do parlamentu. Wyjątkiem jest fotel radnego w krakowskiej radzie miasta, w którym zasiadł niespełna rok temu, zastępując wybranego na prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego.

O wiele bogatsza jest za to jego partyjna kariera. Do PSL trafił w 2000 r. Ruszała kampania prezydencka i potrzebni byli wszyscy, gotowi wesprzeć kandydata ludowców Jarosława Kalinowskiego. 19-latek wspierał, czyli robił to, czego starzy wyjadacze oczekują od żółtodziobów – zbierał podpisy pod listami poparcia, rozdawał ulotki, agitował. Choć Kalinowski przegrał (zebrał niespełna 6 proc. głosów), to Władkowi – imię dostał po dziadku, zmarłym w 2003 r. partyzancie Batalionów Chłopskich – polityczna robota przypadła do gustu. Tym bardziej że partia mniej więcej w tym ...