POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 42 (3031) z dnia 2015-10-14; s. 96-98

Ludzie i style

Tomasz Walat

Człowiek, który ożywił zbrodnię

Henning Mankell, zmarły niedawno szwedzki pisarz, twórca znanej z książek i filmów postaci komisarza policji Kurta Wallandera, dla rodaków był figurą wyjątkową. W Polsce miałby etykietę lewaka.

Książki Mankella, przetłumaczone na 50 języków, wydane zostały w ponad 40 mln egzemplarzy w 120 krajach. „Henning Mankell był szwedzką ikoną, taką jak Volvo czy Ikea. Zarówno w Szwecji, jak i poza jej granicami” – napisała po jego śmierci największa gazeta poranna tego kraju „Dagens Nyheter”. Tu w reakcji na jego odejście kilka dzienników wydało specjalne dodatki, co świadczy o tym, że dla rodaków był postacią wyjątkową, porównywalną z innymi wielkimi Szwedami naszej epoki, takimi jak Ingmar Bergman czy Olof Palme. Podkreśla się to zresztą w komentarzach. Zmarł na raka 5 października w wieku 67 lat.

Media zagraniczne koncentrują się na tym, że był pisarzem światowej klasy. Jako autor powieści kryminalnych (pisał też inne książki i dramaty) uznawany był za odnowiciela gatunku i następcę wielkiego Raymonda Chandlera. Jego Wallander ma być tym, kim dla Chandlera był Philip Marlowe. Sam Mankell odwoływał się chętniej do rodziców innego komisarza, Martina Becka, znanej w Polsce z kryminałów autorskiej pary Maj Sjöwall i Pera Wahlöö. ...