POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 14 (2187) z dnia 1999-04-03; s. 48-50

Świat

Paweł Bravo

Człowiek z ołowiu

Sprawa Adriana Sofriego od dziesięciu lat wywołuje skrajne reakcje. Dla jednych to niewinna ofiara politycznej intrygi i nieudolności sądów; dla drugich - ekstremista, słusznie ukarany inspirator politycznego zabójstwa, głosiciel lewackiej ideologii przemocy w "latach ołowiu", jak Włosi nazywają początek lat 70. w swoim kraju. Gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami powinna się sytuować spokojna refleksja nad różnicą między odpowiedzialnością karną, polityczną i moralną, nad rozmywaniem się tej odpowiedzialności wraz z upływem czasu i zmianą życiowych postaw.

Za kratami więzienia w Pizie Adriano Sofri pełni funkcję wyrzutu sumienia dla wszystkich, niezależnie od tego, co kto uważa za słuszne. Przywołuje wspomnienia niezbyt miłe dla wielu środowisk, zmusza do przykrych rozrachunków z własną przeszłością. Stawia też na nowo konieczność wyjaśnienia kilku brudnych tajemnic, które, jak się okazuje, nadal uwierają zbyt wielu ważnym ludziom.

Za sprawą Sofriego powrócił do zbiorowej pamięci dramatyczny okres początku lat siedemdziesiątych zwanych "latami ołowiu". Włoska demokracja znacznie bardziej niż inne odchorowała epidemię 1968 r. Na falę studenckiej rewolty wspólną dla całej Europy nałożyło się we Włoszech długotrwałe wrzenie społeczne związane między innymi z obecnością w przemysłowych miastach północy setek tysięcy imigrantów z południa, pozbawionych praw socjalnych gastarbeiterów. Żadne istniejące struktury związkowe ani polityczne nie były przygotowane na skanalizowanie narastającej masy krytycznej robotniczego buntu, który przeradzał się w chroniczne dzikie strajki i gwałtowne zamieszki uliczne. Niedawny ferment na uczelniach znajdował idealne warunki rozwoju, przejścia od dyskusji do czynu. ...