POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 3 (2176) z dnia 1999-01-16; s. 60

Gospodarka

Jerzy Kleer

Cztery kłody

Polska, jak pilny uczeń, od lat zbiera pochwały z zagranicy. Jest liderem systemowych przemian. Od ośmiu lat ma wysoką stopę wzrostu i pozostaje jedynym państwem środkowoeuropejskim, któremu udało się przekroczyć poziom dochodu z 1989 r. Kłopot w tym, że zagraniczni recenzenci chwaląc polską gospodarkę prezentują raczej optymistyczną jej wizję. Być może tylko dlatego, że ktoś musi być prymusem.

Prognozy tegorocznego wzrostu są zróżnicowane. We wszystkich przewiduje się jego zwolnienie - do 5,5 proc. (Instytut Nauk Ekonomicznych PAN), a nawet do ok. 4 proc. (Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych). Podobnie uważają eksperci zagraniczni. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju sądzi, że tempo wzrostu PKB Polski spadnie do 5,6 proc., a Deutsches Institut fuer Wirtschaftsforschung szacuje je na 4,5 proc. Mamy zatem kolejny rok spadku tempa wzrostu PKB. Czy aby nie jest to tendencja długofalowego spowolnienia rozwoju, a może - jak chcą niektórzy - nawet początek recesji?

Ubiegłoroczne wyniki gospodarcze dają możliwość przygotowania dwóch różnych ocen dotyczących kondycji gospodarki polskiej. Optymiści dowodzą, że kondycja ta jest nadal przyzwoita. Wprawdzie tempo wzrostu było w minionym roku niższe, ale pozostało na wyśmienitym jak na Europę poziomie. Jednocyfrowa inflacja, rezerwy walutowe rzędu 27,5 mld dol., kontrolowany i malejący deficyt budżetowy, rosnące inwestycje i coraz niższe bezrobocie - to nie są przecież symptomy choroby. Przyczyn spowolnienia tempa wzrostu - powiadają - trzeba szukać w gospodarce światowej, wolniejszym rozwoju Unii Europejskiej i kryzysie rosyjskim. Twarda polityka monetarno-finansowa daje dobre widoki na przetrwanie. Być może już w 2000 ...