POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 46 (2219) z dnia 1999-11-13; s. 38-39

Świat

Leszek Żyliński

Cztery razy 9 listopada

Dziesięć lat temu, 9 listopada 1989 r. padł mur berliński. Ten dzień, przez wielu Niemców określany jako historyczny, szalony bądź - nieco chłodniej - jako najważniejszy w powojennej historii, nie stał się jednak świętem zjednoczonego już rok później kraju. A przecież w dniu 9 listopada splatają się wzloty i upadki narodu niemieckiego w dwudziestym wieku. Podręczniki historii wymieniają co najmniej cztery znaczące wydarzenia, które łączy ta data.

Po raz pierwszy 9 listopada zapisuje się  w niemieckiej historii w 1918 r. Wówczas to rewolucja przekształca Niemcy w republikę i to aż dwukrotnie. Około godz. 14 przed Reichstagiem Philipp Scheidemann proklamuje "republikę niemiecką", a jakieś dwie godziny później przywódca spartakusowców Karl Liebknecht z balkonu pałacu Hohenzollernów ogłasza "wolną socjalistyczną republikę niemiecką. Przez większość narodu niechciana, obarczana winą za dziwnie przegraną wojnę i za odbierany jako upokarzający Traktat Wersalski, nie potrafiła republika zwana weimarską zmobilizować emocjonalnie ani monarchistów, ani większości mieszczaństwa, ani - w końcu - całego lewicowego potencjału, gdyż ten czuł się zdradzony przez socjaldemokratów pokroju Eberta i Noskego. Jak później trafnie powie Friedrich Ebert w Zgromadzeniu Narodowym: "Byliśmy we właściwym znaczeniu tego słowa zarządcami masy upadłościowej starego reżimu".

Dla takiej rewolucji nie biły serca żadnej liczącej się grupy Niemców. Trudno nawet ową rewolucję listopadową przyrównywać do klasycznych zachodnich rewolucji XVII i XVIII wieku czy do rewolucji bolszewickiej w Rosji. Tamte przeorał...