POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 30 (2151) z dnia 1998-07-25; s. 20-22

Kraj

Adam Krzemiński

Czwarte podejście

Historia znów z nas szydzi. Kilka dni po wizycie prezydenta Kwaśniewskiego w Moskwie i przełomie w stosunkach polsko-rosyjskich wybuchła polsko-niemiecka "papierowa wojna" między Bundestagiem i Sejmem. Jak gdyby wciąż nas znosiło ku zabójczej huśtawce między Wschodem a Zachodem. Jak z jednymi dobrze, to z drugimi źle.

Na pierwszy rzut oka czas cofnął się o kilkanaście lat. Powróciły bojowe słowa oskarżające Niemców o "niebezpieczne tendencje" i zaprzepaszczanie "największego sukcesu Europy ostatnich lat". Można się było spierać o poszczególne sformułowania niemieckiej deklaracji prezentującej "wypędzonych, mniejszość niemiecką i późnych przesiedleńców" jako pomost między Niemcami i ich wschodnimi sąsiadami. Bundestag pominął np. podwójną, polsko-niemiecką tożsamość kulturową młodych Ślązaków mieszkających w Niemczech, która także w imię pomostu powinna być pielęgnowana. Pomija istnienie pokaźniej (co prawda haniebnie skłóconej) niemieckiej Polonii. Odwołuje się do prawa swobodnego osiedlania się niemieckich wypędzonych w Polsce, ale nie wspomina o niemieckich zamiarach ograniczenia Polakom prawa podejmowania pracy w Niemczech, także po naszym wejściu do UE. To wszystko można było powiedzieć szkicując w odpowiedzi Bundestagowi własną wizję polsko-niemieckiego pomostu.

Według badań opinii sympatie do Niemców po roku 1989 rosły w Polsce z roku na rok o kilka procent. Nie jest to jedynie nasz cielęcy podziw dla niemieckiej zamożności, ale zapewne również ...