POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 41 (3131) z dnia 2017-10-11; s. 108-113

Na własne oczy

Witold Pawłowski

Czy słyszeliście o Marawi?

Na mapie wielkich nieszczęść świata przybył migający punkt – na południu Filipin. Na bardzo długie lata.

Od końca maja 2017 r. uciekło z oblężonego Marawi 360 tys. osób, 170 tys. dzieci. Trudno powiedzieć, kiedy będą mogli wrócić; po czterech miesiącach ciężkich walk ulicznych i bombardowaniach niewiele pozostało z Marawi – dużego miasta na filipińskiej wyspie Mindanao – tak to wygląda na zdjęciach z góry. Miasto jest odcięte, wokół szeroka no go zone, posterunki wojskowe na drogach, coraz gęściejsze, wreszcie: stop.

Tu od lat cały czas coś wybuchało, nie było spokoju. Tym razem pełne zaskoczenie. Siły bezpieczeństwa miały w Marawi schwytać Isnilona Hapilona, radykalnego kaznodzieję stojącego na czele najokrutniejszej z islamistycznych grup, JI, tej od zamachów bombowych, porwań cudzoziemców i obcinania głów (Ameryka daje za jego schwytanie 5 mln dol.). Akcja nie powiodła się, ale niezamierzenie odpaliła szykowaną przynajmniej od pół roku wielką operację dżihadu pod sztandarami ISIS, tzw. Państwa Islamskiego. Miasto stanęło w ogniu. Zawisły czarne flagi i w świat poszedł komunikat, że ISIS, usuwany z ...

Załączniki

  • Wyspa Mindanao

    Wyspa Mindanao