POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 51 (3090) z dnia 2016-12-14; s. 76-78

Kultura

Jan M. Długosz

Czy to jest świat dla zwykłych ludzi?

Kolejna filmowa historia ze świata „Gwiezdnych wojen” daje nową nadzieję: na to, że w popularnym uniwersum można opowiadać nie tylko historie herosów.

Tuż przed Gwiazdką w kinach na całym świecie pojawią się kolejne „Gwiezdne wojny”. Jeśli można coś wnosić z nastroju i treści publikowanych w internecie trailerów, wyczekiwany przez fanów „Łotr1” będzie zupełnie innym filmem niż poprzednie siedem części gwiezdnej sagi. Wydaje się, że ten pierwszy w dziejach uniwersum spin-off, czyli obraz przedstawiający wydarzenia dziejące się niejako obok głównej historii, nastrojem ma przypominać ponure, ale też najbardziej udane „Imperium kontratakuje”.

„Łotr 1” opowiadać będzie – nie zdradzamy tu żadnej tajemnicy – o zdobyciu planów Gwiazdy Śmierci, zdolnej zniszczyć całą planetę. Tę ostateczną broń galaktycznego imperium wysadzi (później) jednym celnym strzałem Luke Skywalker w kulminacyjnej scenie „Nowej nadziei”. Rzecz jasna, szpiegowską aferę, od której rozpoczyna się cała historia (to właśnie tych planów szukał Darth Vader, zdobywając abordażem statek senator Lei Organy, co oglądamy w pierwszych scenach epizodu IV), eksploatowano fabularnie już wiele razy. W książkach, komiksach i grach wideo przedstawiono ze szczegółami przygody co najmniej kilkudziesięciu postaci maczających palce i macki w działaniach rebelianckiego wywiadu. Część z nich, jak np. Kyle ...