POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 18 (2652) z dnia 2008-05-03; s. 46-48

Świat

Tomasz Zalewski

Czy w Denver poleje się krew?

Jeszcze niedawno zdawało się, że demokratom nic nie odbierze zwycięstwa w wyborach do Białego Domu. Teraz wygląda na to, że sami się pozagryzają.

Mieli stuprocentowe szanse: prezydentura George’a Busha okazała się katastrofą, Ameryka ugrzęzła w Iraku i wpadła w recesję. Nastroje społeczne są najgorsze od czasu dołka po Wietnamie i afery Watergate. Jakież tu pole dla kandydata partii rządzącej. Tymczasem zaskakujący przebieg prawyborów i to, co dzieje się w Partii Demokratycznej, sprawia, że może ona nie wykorzystać wyjątkowo sprzyjającej koniunktury. Nie pierwszy zresztą raz.

Pittsburgh, dzień przed prawyborami w Pensylwanii. Hillary Clinton przemawia na głównym placu miasta. Przedstawia ją prezydencki małżonek. Bill Clinton mówi przez 45 minut, opowiadając głównie, jak wspaniale było za jego rządów. Tłum wiwatuje. Hillary obiecuje potem, jak zaradzi niedolom Amerykanów. Mówi monotonnie, lekko zachrypłym głosem. Słuchacze klaszczą, ale po półgodzinie tłum na placu się przerzedza. W kilka godzin później na campus uniwersytetu Penn State przybywa Barack Obama. Ponad 3 tys. ludzi wita go ogłuszającą owacją. Czarnoskóry senator mówi, przechadzając się po podium z ręką w kieszeni marynarki, na peł...