POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 35 (2260) z dnia 2000-08-26; s. 45-46

Kultura

Artur Górski

Czyje te korale?

Rżnij, Walenty, czyli krótka historia plagiatów muzycznych

Przeboje muzyczne miewają czasem wielu ojców, którzy potrafią do upadłego walczyć o ustalenie wyłącznych praw do nich. Najnowszy przykład to afera wokół piosenki „Czerwone korale” grupy Brathanki, która – jak się okazuje – przywłaszczyła sobie powstałą przed 20 laty melodię węgierskiego kompozytora. Historia plagiatów jest długa i ciekawa.

Brathanki – podobnie jak Golec uOrkiestra – specjalizują się w bardzo obecnie modnych kompilacjach muzyki ludowej z naszej części Europy, subtelnie okraszonych dźwiękami bałkańskimi, które – za sprawą Gorana Bregovicia – cieszą się w Polsce olbrzymią popularnością. Dlatego też lider Brathanków Janusz Mus chętnie czerpał inspirację z twórczości ludowej, tu dodając śląski motyw, a tam orawską frazę. Jednak kopiując niemal nuta w nutę kompozycję węgierskiego autora Ferenca Sebö „Do Lidii” (i podając, że autor jest nieznany) – przekroczył pewną granicę przyzwoitości, za którą czekały na niego oskarżenia o plagiat ze strony dziennikarzy muzycznych. Mus tłumaczył wprawdzie, że nie zawsze jest w stanie ustalić autorstwo takiej czy innej melodii (podrzucają mu je przyjaciele), ale nie zadowoliło to ani prasy, ani muzycznego środowiska. Wydaje się, że obie strony – Sebö i Brathanki – doszły jednak do porozumienia; być może nawet polski zespół podejmie współpracę z Węgrem i zaaranżuje jego kolejne utwory, podając informacje o ich rzeczywistym autorstwie. Tego typu spraw może być zresztą więcej – ci, któ...