POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 11 (3050) z dnia 2016-03-09; s. 96-98

Ludzie i style

Jarek Szubrycht

Czytaj mnie

Ma za sobą brutalne kino, epizod prostytucji, gwałt i punk rocka. Dziś Virginie Despentes podbija francuskie salony jako członkini elitarnej Akademii Goncourtów i autorka nagradzanej prozy.

Do polskich księgarni trafił właśnie pierwszy tom trylogii „Vernon Subutex”, powieści, o której mówi cała Francja. Jej autorka Virginie Despentes twardo stąpa po ziemi, uważnie obserwuje swoje otoczenie i bez ogródek opisuje. Surowo ocenia każdego ze swoich bohaterów z osobna i ludzi jako gatunek. A powiedzieć, że seks nie jest dla niej tematem tabu, to duży eufemizm.

Łatwo więc pomyśleć, że mamy do czynienia z Houellebecqiem w spódnicy. Tyle że to nieprawda. Nie tylko dlatego, że Despentes woli spodnie. – Houellebecq eksperymentuje, jego spojrzenie na literaturę jest bardzo nowoczesne, tymczasem moje powieści mają klasyczną, wręcz XIX-wieczną formę – zauważa Despentes. Zgadza się, że z Houellebecqiem łączy ją sięganie po podobne tematy oraz stosunek do postaci zaludniających ich książki: mieszanina pogardy ze współczuciem. Uważa jednak, że absolutny brak złudzeń to nie cecha osobnicza dwojga, zaprzyjaźnionych zresztą, pisarzy, ale stan ducha właściwy całemu współczesnemu francuskiemu społeczeństwu. – Na pewno większości z nas. Jesteśmy rozczarowani innymi ludźmi, polityką, naszym krajem. ...