POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 40 (2161) z dnia 1998-10-03; s. 17

Wydarzenia

Mariusz Janicki

Dekada Krzaklewskiego

Na X Zjeździe delegatów Solidarności w Jastrzębiu Zdroju co najmniej raz powiało grozą, kiedy szef komisji mandatowo-wyborczej powiedział: "na liście kandydatur na przewodniczącego Solidarności są trzy zgłoszenia..." - tu na sali obrad zapadła pełna niedowierzania cisza - "...ale wszystkie dotyczą tej samej osoby, Mariana Krzaklewskiego".

Marian Krzaklewski, przed zwycięskim dla siebie głosowaniem, chciał przedstawić się delegatom, ale ci odnieśli się do tego pomysłu z dużą rezerwą. Krzaklewski chciał przemawiać siedem minut, delegaci zgadzali się na dwie, stanęło na pięciu. Przemawiał dziesięć, a potem powiedział: "To była moja najkrótsza mowa w życiu". Ten incydent był znamienny dla całego zjazdu. Delegaci w wielu momentach zachowywali się tak, jakby chcieli powiedzieć: "Rządź Marian, ale nie wymagaj, abyśmy wyrażali nieustannie z tego powodu radość".

W kuluarach uczestnicy tłumaczyli, dlaczego Krzaklewski musiał ponownie zostać przewodniczącym. Gdyby bowiem ktoś chciał wystąpić przeciw niemu, z natury rzeczy musiałby mieć jakąś odmienną koncepcję funkcjonowania związku. A alternatywy dla układu politycznego autorstwa Krzaklewskiego w tej chwili nie ma. Pokazała to znamiennie wizyta delegacji rządowej na zjeździe.

Kiedy Jerzy Buzek wraz z ośmioma ministrami (dziewiąty, Pałubicki był na sali jako delegat) odpowiadał na pytania delegatów, można było odnieść czasami wrażenie, że rozmawiają koledzy, którzy podzielili się według zasady: wy do ...