POLITYKA

Sobota, 24 sierpnia 2019

Polityka - nr 22 (2454) z dnia 2004-05-29; s. 54-56

Świat / Bałkany

Artur Górski

Demon z Zemunu

Zeznania Legiji, gangstera podejrzanego o zamordowanie premiera Serbii Zorana Djindjicia, mogą pogrążyć nie tylko tych, którzy siedzą w haskich aresztach, ale także ich demokratycznych przeciwników. Dlatego przesłuchań boją się całe Bałkany.

Ja jestem Legija, ja jestem bóg – tak mawiał o sobie ujęty niedawno w Belgradzie najbardziej poszukiwany serbski przestępca Milorad Luković. Być może wypowiadał te słowa, kiedy w marcu 2003 r. strzelał ze snajperskiego karabinu do premiera Serbii. I wtedy, gdy – jak utrzymuje belgradzka prokuratura – zabijał innych przedstawicieli życia publicznego byłej Jugosławii, skonfliktowanych z ówczesnym szefem państwa Slobodanem Miloszeviciem. W sumie zarzuca mu się trzy próby i dwanaście dokonanych zabójstw oraz liczne porwania. Dla swoich kompanów i podwładnych rzeczywiście był bogiem – otaczała go legenda bohatera narodowego, który kpi z wszelkich niebezpieczeństw i cokolwiek uczyni, zawsze pozostanie bezkarny – tak na wojnie, jak i w przestępczych porachunkach.

Kiedy zginął premier Djindjicz, policja nie miała wątpliwości, że za tą zbrodnią stoi najbardziej wpływowa i brutalna serbska mafia, wywodząca się z belgradzkiej dzielnicy Zemun. Kierowali nią Legija, Duszan Spasojevic, pseudonim Sziptar, czyli Albańczyk, i Milo Luković (pseudonim Kum, zbieżność nazwisk przypadkowa). Sziptar został szybko ujęty, ...