POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 24 (3164) z dnia 2018-06-13; s. 46-47

Świat

Maciej Okraszewski

Deszcz gwiazd

Senegal, z którym Polska zmierzy się w pierwszym mundialowym meczu, nie pasuje do stereotypu afrykańskiego państwa: jest wolny od przemocy, a przed autokracją bronią obywateli raperzy.

Choć dla afrykańskiego państwa to dopiero drugi mundial w historii, biało-czerwoni nie powinni lekceważyć mniej doświadczonych przeciwników. Gdy Senegalczycy debiutowali na mistrzostwach świata w 2002 r., już w pierwszym spotkaniu pokonali broniących tytułu Francuzów i przeszli do ćwierćfinału.

Ich aktualna drużyna nie ustępuje tej sprzed 16 lat, a jej podporą jest rewelacyjny Sadio Mané, o którym trener Aliou Cissé (w 2002 r. kapitan reprezentacji) mówi w wywiadach, że „jest darem od Boga”. Choć skrzydłowy Liverpoolu zmagał się z kontuzjami, w zakończonym sezonie strzelił dla klubu 18 goli, w tym ich jedyny w finale tegorocznej Ligi Mistrzów (wygranej jednak przez Real Madryt).

Przez znawców Mané jest często nazywany nowym El Hadji Dioufem, napastnikiem grającym w reprezentacji z 2002 r. Sam Mané podaje go zresztą za swój wzór, co jest trochę dziwnym wyborem, bo obecna gwiazda Liverpoolu jest skromnym, dobrym chłopcem uwielbianym przez kibiców, tymczasem jego poprzednik pozostawił po sobie złe wspomnienia w klubie, mię...