POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 25 (2250) z dnia 2000-06-17; s. 108-112

Na własne oczy

Grzegorz Dobiecki

Dla zmylenia przeciwnika

Polszczyzna Chanjerai’a Hunzviego – pamiątka po medycznych studiach w Warszawie i po byłej żonie – jest już dość chwiejna; ale czy to nie przeżycie samo w sobie – rozmawiać z Hitlerem po polsku? Zwłaszcza że lubi żartować. Pytam Doktora (tak tu w Zimbabwe należy się do niego zwracać), ile jest prawdy w opinii, że weterani wojenni to rodzaj prywatnej armii prezydenta Roberta Mugabe, a on sam – Chanjerai Hitler Hunzvi – to tej armii generał. – A to fajne! – cieszy się z dowcipu. Nie, on jest członkiem tej samej partii co prezydent ZANU-PF, pozostaje oczywiście jego podwładnym jako były towarzysz walki o niepodległość i obecny szef organizacji weteranów tej walki (warvets), ale żeby zaraz generał. – Chociaż... gdyby byłem generał, to w Zimbabwe sprawa już by było załatwione. No, a sami weterani, o których się czyta i słyszy, że to bezwzględni bandyci, żądni krwi białych – kto to? Wybuch pogodnego oburzenia: – Ojej matka! Bandyci! To jest coś straszne! Kiedy biliśmy się o naszą wolność, przeciwnik nazywał nas terrorystami. Teraz, kiedy walczymy o naszą ziemię, znalazł inne podłe określenie, tłumaczy Doktor Hitler.

Istnieje teza, że obecny konflikt w Zimbabwe dotyczy nie tyle, a przynajmniej nie tylko ziemi, lecz również władzy. I że ZANU-PF nie zamierza jej oddać opozycyjnemu Ruchowi na rzecz Demokratycznej Przemiany (MDC) w wolnych wyborach; stąd cała, wspierana z samych szczytów, operacja okupowania farm należących do białych i zastraszania politycznych przeciwników. Ale tę tezę Chanjerai Hitler Hunzvi zbywa machnięciem ręki: to wroga propaganda, wybory nic tu nie mają do rzeczy. Powtarza zdanie, które warvets wbijają wszystkim do głów: nie mamy nic przeciwko białym, lecz na ziemię, jaką zajmują, naszą ziemię – nie zamierzamy już dłużej czekać.

To jednak nieprawda, że w tym konflikcie nie dają o sobie znać uprzedzenia rasowe. Nie jedź sam do okupowanych farm, nie szukaj weteranów, to jest naprawdę ryzykowne, poczekaj na jakiś wyjazd w większej grupie; ci ludzie alergicznie, agresywnie reagują na widok białego. W Harare, stolicy Zimbabwe, przestrogi mnożą dziennikarze francuscy, choć oni akurat nie są tu przyjmowani najgorzej: Francja nie kolonizowała tej części Afryki. Weterani nie lubią Amerykanów, Brytyjczyków nie ...