POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 1 (2939) z dnia 2014-01-01; s. 66-68

Ludzie i wydarzenia / Ludzie i Wydarzenia. 2014. Patroni roku

Marian Turski

Dlaczego kurier zamilkł

Nazwano go człowiekiem, który próbował zatrzymać Holocaust. Dzięki temu Jan Karski stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych Polaków na świecie. Oto opowieść o pierwszym z trzech – z woli Sejmu – Patronów 2014 r.

Nazwisko Jana Karskiego najbardziej bezpośrednio kojarzy się z przekazanym na Zachód raportem o Zagładzie, niesłychanie silnie wzmocnionym jego osobistym świadectwem. Ale trzeba zdawać sobie sprawę, że przygotowanie tego raportu było tylko częścią obowiązków, które pełnił jako emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego i rezydującego na obczyźnie polskiego rządu.

Pierwszą misję spełnił, kiedy polskie podziemie dopiero się wykluwało. W styczniu 1940 r. dotarł do siedziby rządu polskiego, do Angers we Francji, z raportem o sytuacji Polski pod rządami okupantów i o nastrojach Polaków, a także (i głównie) z informacjami i dezyderatami środowiska politycznego bliskiego gen. Władysławowi Sikorskiemu. Drugą misję – w kwietniu 1940 r. – odbył jako wysłannik rządu z przekazem do utworzonego dopiero co w kraju Politycznego Komitetu Porozumiewawczego. Miał spotkać się z przywódcami rozmaitych stronnictw politycznych i ich opinie co do strategii walki i zadań rządu na emigracji, a także uwagi i postulaty wojskowych, którzy wnet staną na czele polskiego podziemia zbrojnego, przekazać do Francji. Zlecone zadanie wykonał i udał się w czerwcu 1940 r. (trzecia misja) w drogę do Angers.

Gdyby się udała jak misja pierwsza; gdyby nie spotkała go zdrada przewodnika Słowaka; gdyby nie aresztowanie przez gestapo i próba samobójcza, po której osadzono go w szpitalu nowosądeckim, skąd, dzięki akcji konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej, zdołał uciec – kto wie, czy Jan Karski znalazłby się w panteonie najwybitniejszych postaci XX w. Owszem, zapisany zostałby jako odważny, zasłużony kurier – jeden z kilku lub nawet kilkunastu, którym powierzono szczególne zadania.

Po ucieczce ze szpitala przebywa w Krakowie, a następnie w Warszawie, gdzie przez rok działa w Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK. Potem znów dostaje zlecenie na przekazanie – tym razem do Londynu – ważnych informacji z kraju.

Los sprawił, że kolejna podróż Jana Karskiego doszła do skutku w październiku–listopadzie 1942 r. W tym czasie terror niemiecki rozszalał się niewyobrażalnie, ukształtowało się i funkcjonowało już Polskie Państwo Podziemne, Hitler napadł na Związek Radziecki, co diametralnie zmieniło układ strategiczny sojuszów. Stalin stał się pożądanym partnerem, na Zachodzie zaczną dojrzewać koncepcje, by w zamian za wkład ZSRR w wojnę zgodzić się na ustępstwa terytorialne, m.in. kosztem Polski.

I wreszcie: Karski opuszczał Polskę w czasie największego nasilenia Akcji Reinhard, w której zamordowano większość Żydów z terenu tzw. Generalnego Gubernatorstwa. Dwukrotnie wszedł do warszawskiego getta, już po tzw. Wielkiej Deportacji (we wrześniu 1942 r.), a w przebraniu ukraińskiego strażnika zobaczył okropieństwa getta tranzytowego w Izbicy Lubelskiej – obozu „przeładunkowego” do stacji końcowej, jaką był obóz zagłady w Bełżcu.

Czas, w którym Karski znalazł się z powrotem na Zachodzie – koniec 1942 r. i początek 1943 r. – sprawił, że najważniejsi przywódcy koalicji (prezydent Franklin D. Roosevelt, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Anthony Eden), którzy przyjęli go na audiencjach, przede wszystkim dopytywali się o kondycję polskiego podziemia i o gotowość polityków polskich do reorientacji w polityce wschodniej; przywódcom Zachodu zależało głównie na zapewnieniu sobie zbrojnego wkładu radzieckiego na terenach wojennych Europy i Dalekiego Wschodu i na zapobieżeniu ewentualnemu separatystycznemu rozejmowi Stalina z Niemcami posthitlerowskimi.

Fragmenty z wyznań Karskiego (na antenie Głosu Ameryki w rozmowie z Maciejem Wierzyńskim): „Wchodzi Eden i mówi, że zrobiłem dobre wrażenie na wszystkich jego kolegach, a on uważa mnie nie tylko za wiernego żołnierza polskiego, ale także – a właściwie przede wszystkim – za żołnierza alianckiego. Chciałby mnie o coś zapytać. (…) stosunki polsko-sowieckie nie są takie, jakich byśmy sobie życzyli, że należy zrobić wszystko, aby je polepszyć. Źródłem antagonizmu są sprawy terytorialne. Stalin nie domaga się zbyt dużo. Być może będzie to do strawienia dla Polaków.

Otóż on chciałby, żebym mu powiedział, ponieważ znam wszystkich przywódców politycznych w Polsce, a on nie ma możliwości poznania ich opinii, jaka byłaby ich reakcja, jeżeli gen. Sikorski zgodziłby się na kompromis terytorialny ze Stalinem i jeżeli ten kompromis terytorialny zostałby ogłoszony publicznie.

Pamiętam, że przestraszony tym pytaniem prawie spontanicznie odpowiedziałem: Sir, oni wymówią posłuszeństwo gen. Sikorskiemu i stworzą rząd narodowy w kraju w podziemiu. Był już taki precedens w Polsce po jednym z powstań. Miałem na myśli powstanie styczniowe.

Eden spojrzał na mnie smutno i podziękował”.

I inny fragment: „Jaki był skutek tych moich osobistych raportów? Prawdę mówiąc, wielu ludzi, przede ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]