POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 42 (2676) z dnia 2008-10-18; s. 78-79

Historia

Stanisław Podemski

Dlaczego płaczesz, żołnierzu?

W październiku padło Powstanie Warszawskie. Jakie były te ostatnie dni? Oto wspomnienie naszego redakcyjnego kolegi, naocznego świadka.

W październiku 1944 r., po dwóch miesiącach walk, Warszawa jest cicha jak cmentarz. Samoloty nie bombardują powstańczego jeszcze Śródmieścia, nie rwie się co siedem minut 1100-kilogramowy pocisk z działa kolejowego, nie wyją miotacze min, nie ogłuszają tępe eksplozje granatników. Czasem tylko z dala odezwie się pojedynczy strzał karabinowy albo krótka, zdławiona seria z pistoletu maszynowego. Jest zawieszenie broni, które przejdzie wkrótce w kapitulację, poddanie miasta, a ja żyję i stoi jeszcze dom rodzicielski! (Żurawia 18). Stoi, ale wyrok śmierci został już wydany, bo naloty – dom po domu – niszczą systematycznie na razie drugą, nieparzystą stronę ulicy. Dziś nie noszę poczty polowej w kwartale pl. Zbawiciela, Al. Jerozolimskich, Lwowskiej, Marszałkowskiej i nie będą polować na mnie strzelcy wyborowi. Nie będę też słuchał wybuchów radości, gdy przyniosę dobrą wiadomość, i szlochów, okrzyków rozpaczy matek, żon, sióstr, gdy będzie to wieść zła. Jestem coraz częściej listonoszem śmierci. Nie mam już 15 lat jak w sierpniu, mam chyba z pięćdziesiąt.

Idę na spacer ...