POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 21 (2351) z dnia 2002-05-25; s. 66-68

Gospodarka

Ryszarda SochaAdam Grzeszak  [wsp.]Mariola Balicka  [wsp.]

Do góry dnem

Stocznia Szczecińska była prywatna będzie znowu państwowa

Jeszcze dwa lata temu szczecińskim stoczniowcom wszyscy zazdrościli: prestiżu firmy, zarobków, bezpiecznego miejsca pracy. Dziś na pochylniach i przy nabrzeżach straszą niewykończone statki, robotnicy miast pracować wiecują, a prywatny holding w praktyce został przejęty przez Skarb Państwa. To pierwsza – w tak wielkiej skali –renacjonalizacja majątku narodowego. Gdzie tkwi błąd?

Praca stoczni została wstrzymana na początku marca. Przyczyną była utrata płynności finansowej. Banki, które do tej pory nie odmawiały pieniędzy opromienionemu sukcesem minionych lat prezesowi Krzysztofowi Piotrowskiemu, od października 2001 r. twardo mówią „nie”. A bez banków lub oparcia w innych i to silnych instytucjach finansowych statków budować się nie da. Jeden statek kosztuje bowiem kilkadziesiąt milionów dolarów.

Stocznia Szczecińska, przez kilka lat osiągająca dobre wyniki, ubiegły rok zamknęła stratą ok. 90 mln zł. Pisaliśmy już o spadku cen statków, o wysokim kursie złotego, niekorzystnym dla eksporterów, ale także o błędach, jakich nie tłumaczą tzw. trudności obiektywne (POLITYKA 9). Pierwszy zorientował się w sytuacji BRE Bank i zażądał, by stocznia wykupiła swoje obligacje na kwotę ponad 50 mln zł. – Mieli prawo, tylko czy nie mogli nas potraktować bardziej po ludzku, rozłożyć to w czasie – komentuje prezes Piotrowski. Podobno twarda postawa BRE, który wówczas odzyskał część należności, zwróciła uwagę ...