POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 29 (2410) z dnia 2003-07-19; s. 100-105

Na własne oczy

Krzysztof Myjkowski

Do góry dnem

Rzecznik Morskiego Oddziału Straży Granicznej komandor Grzegorz Goryński: – Niemal co dnia na wodach znajdujących się pod polską administracją patrolowce Straży Granicznej zapobiegają przeszukiwaniu wraków. Podczas wakacji przypadków takich jest szczególnie dużo. Do zawodowych poszukiwaczy skarbów dołączają bowiem amatorzy letnich przygód.

18 lipca 1945 r.

Na ten dzień małżeństwu niemieckich urzędników z Gdyni Soni i Rheinowi Charlesom wyznaczono termin ewakuacji drogą morską do Danii. Mieli stawić się o świcie w porcie gdańskim. Polecenie wysłano 16 marca. Tymczasem już 22 marca Rosjanie docierają do morza, wbijając się klinem pomiędzy Gdynię a Gdańsk. Charlesowie nie mają wątpliwości, że muszą uciekać natychmiast.

10 kwietnia w Zatoce Gdańskiej sowiecki okręt zatapia transportowiec „Neuwerk”. Ginie 956 uchodźców. 13 kwietnia, właśnie na helskiej redzie, Rosjanie bombardują statek „Karlsruhe”. Idzie na dno z 970 osobami upchanymi w ładowniach. Rheinowi udaje się załatwić dla Soni miejsce na „Goi”. Statek ma odpłynąć 16 kwietnia z redy Helu, a więc z pominięciem niebezpiecznej zatoki.

Jadą do Swarzewa, do kościoła z obrazem ufundowanym przed 300 laty przez cudownie ocalonych rozbitków holenderskich. „Obraz poświęcony jest Swarzewskiej Panience – notuje Sonia Charles. – Mówiono nam, że ocalił od śmierci na morzu wielu kaszubskich żeglarzy, którzy oddali się pod Jej opiekę. Czynimy to samo – ...

Katastrofa „Goi”

„Goya” to szybki motorowiec towarowy o wyporności 5230 BRT, zbudowany w 1942 r. w stoczni Oslo. Moc silników (7600 KM) pozwalała na podróżowanie z prędkością powyżej 18 węzłów. W 1943 r. przejęty przez Kriegsmarine. Początkowo służył jako statek-cel dla okrętów podwodnych w Memel (dziś Kłajpeda). Następnie przewoził uchodźców z krajów bałtyckich do Gdyni i Świnoujścia. W 1944 r. przetransportował 15 tys. żołnierzy Wehrmachtu. 16 kwietnia 1945 r. wypłynął z Helu z około 7 tys. osób na pokładzie. Podążał bez świateł w większym konwoju i pod silną eskortą okrętów wojennych. Podobno miał też baterię działek przeciwlotniczych. Zgodnie z postanowieniami prawa międzynarodowego mógł więc być zaatakowany przez okręty przeciwnika. Dowódca radzieckiego okrętu podwodnego „L-3” komandor Konowałow skorzystał z tego prawa. Polecił wystrzelić 4 torpedy, które trafiły w śródokręcie i rufę. Spowodowało to duże zniszczenia, wskutek czego statek przełamał się na dwie części i zatonął w ciągu 4 minut. Okręty eskorty wyłowiły tylko 172 osoby, głównie żołnierzy.