POLITYKA

środa, 21 sierpnia 2019

Polityka - nr 44 (3033) z dnia 2015-10-28; s. 36-38

Barbara Pietkiewicz

Do każdego trzeba znaleźć kluczyk

Zuzia dostaje szału. Co zrobimy ze złością? – pyta pani Beata. Narysujemy – pokazuje Zuzia. Co jeszcze? Podrzemy złość i wyrzucimy do kosza. I tak obie robią.

Do szkoły podstawowej i gimnazjum Zespołu Szkół Specjalnych nr 100 w Warszawie chodzą uczniowie z upośledzeniem umiarkowanym i znacznym. Głównie z dodatkowym chromosomem 21, czyli z zespołem Downa. Zbudowano ją przed wojną na Żoliborzu dla zdrowych dzieci oficerów. Przylega do niej ogromny plac – pragnienie, na szczęście nierealne, deweloperów i biznesmenów. W czasie powstania była szpitalem. Ma w elewacji dziury po pociskach i kawałek odłamka, który – remont taki czy owaki – na zawsze tam pozostanie. Po wojnie była zwyczajną podstawówką. Chodzili do niej bracia Kaczyńscy.

Od 43 lat jest szkołą specjalną. Ma 11 klas (podstawowych i gimnazjalnych), a dwie dla uczniów ze sprzężonymi dysfunkcjami – są trzyosobowe. Uczy w niej 31 nauczycieli, oligofrenopedagogów, z których wielu ma po kilka wydziałów uniwersyteckich.

Wielu pracuje tu od dawna. Małgorzata Majek na przykład od 21 lat. Przyszła tu na staż i już nie wyobrażała sobie innego miejsca. Nikt przypadkowy nie byłby w stanie tu pracować. Albo od razu ucieka, albo lubi tę pracę powyżej normalnego belferskiego lubienia, co w szkole widać jak na dłoni. Jeś...