POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 41 (2575) z dnia 2006-10-14; s. 114-115

Społeczeństwo / Obyczaje

Sławomir Mizerski

Do krwi ostatniej

Niewykluczone, że w walce z syndykiem mieszkańcy osiedla Starosielce sięgną po broń ostateczną – klątwę. Raz już, w carskich czasach, pomogła.

O O tym, że w związku z wkroczeniem agresywnego kapitalizmu na białostockie osiedle Starosielce wybuchnie problem społeczny, Lucyna Bagnowska informowała już w kwietniu. Niestety, bez skutku. Kilka miesięcy później nieludzki syndyk Łuka sprzedał Starosielce firmie deweloperskiej, pogrążając 349 rodzin w rozpaczy.

Nieludzkość syndyka Łuki u nikogo na osiedlu Starosielce wątpliwości nie budzi. – Zamiast unieważnić przetarg lub wybrać naszą ofertę, przehandlował mieszkania z nami w środku, jakbyśmy byli starymi tapczanami – mówi pani Lucyna.

Problem Starosielc zarysował się, gdy w 1997 r. upadające Kolejowe Zakłady Konstrukcji Stalowych i Urządzeń Dźwigowych wraz z zakładowym osiedlem kupił Mostostal Gdańsk. Powody, dla których to zrobił, są dla Krzysztofa Obłockiego, byłego przewodniczącego rady zakładowej, jasne. – Obawiali się konkurencji, dlatego kupili nas, żeby zniszczyć. Taką mieli koncepcję.

Prawdopodobnie właśnie na wieść o tej transakcji, powiada Obłocki, wieloletni dyrektor zakładów pan Makara dostał zawału i umarł. I to był symboliczny koniec firmy, która w ...