POLITYKA

Czwartek, 21 lutego 2019

Polityka - nr 28 (2512) z dnia 2005-07-16; s. 18-22

Kraj / Opinie / Fulbrightowcy

Ewa WinnickaMałgorzata Franaszczak  [wsp.]

Do raju i z powrotem

Polscy naukowcy zawsze rwali na Zachód. Wielu – za cenę współpracy z systemem. Teraz, w teczkowej gorączce, najbardziej trefne okazują się te wyjazdy, które uchodziły za najbardziej wartościowe i prestiżowe.

Kiedy w 1959 r. polscy naukowcy zaczęli korzystać z amerykańskiego programu stypendialnego Williama Fulbrighta, trudno było przewidzieć, że oto zawiązuje się – jak sami o sobie żartobliwie mówią – mafia. Istotnie, przynależność do elitarnego grona 1,7 tys. polskich absolwentów tego programu bywa dziś, podobnie jak w przypadku mafii, tyle powodem dumy, co i kłopotów. Zwłaszcza dla tych, którzy stypendystami zostali w latach 70. i na początku lat 80.

Wyjechać z Polski nigdy nie było łatwo, choć nawet przed Październikiem 1956 r. środowisku naukowemu zależało, by prócz stałego łącza z Uniwersytetem Łomonosowa w Moskwie wiedzieć, co myślą koledzy w Londynie czy Nowym Jorku. Podróżować zaczęto pod okiem Władysława Gomułki – okiem czujnym i kapryśnym, bo w 1963 r. wyrzucił on na przykład z hukiem z Polski zupełnie podobną do fulbrightowskiej fundację Forda za krzewienie niesłusznych wartości i rewizjonizm. Ubolewał, że przyznano jej wcześniej „niedopuszczalne prawo doboru kandydatów”.

Fulbright jakimś ...

William Fulbright, (1905–1995). Amerykański senator, prawnik, członek Partii Demokratycznej. Był inicjatorem programu międzynarodowej wymiany stypendystów, który miał przełamać powojenny izolacjonizm.