POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 33 (2363) z dnia 2002-08-17; s. 64-66

Historia / Mięso

Jerzy Kochanowski

Do uboju!

Jak włądza ludowa walczyła z nielegalnym mięsem

Gdy odkryto w Polsce pierwszą wściekłą krowę, padły od dawna niesłyszane ostrzeżenia przed mięsem „pochodzącym z nielegalnego uboju”. Pamiętajmy, że dzięki temu procederowi mieliśmy w ogóle co położyć na polski talerz przez prawie pół wieku.

Mięso praktycznie przez cały okres PRL było czułym barometrem tak sytuacji gospodarczej jak i nastrojów społecznych, deficytowym produktem strategicznym, o który potykała się praktycznie każda rządząca ekipa. Nic też dziwnego, że przez chlewiki i obory przebiegała jedna z ważniejszych linii frontu wojny gospodarczej, prowadzonej przez władze. Jak też na wojnie bywa, ofensywy mieszały się z dłuższymi okresami – najczęściej pozornego – spokoju.

Bezpośrednio po wojnie mięso znalazło się z oczywistych powodów w sferze zainteresowań instytucji zajmujących się „spekulacją”, ale bynajmniej nie w jej centrum. Np. przez pierwszy rok nielegalny ubój jest zauważalny w sprawozdaniach raczej pod kątem zachowania minimum higieny. Zaczęto zwracać nań większą uwagę od początku 1946 r., kiedy narastający kryzys aprowizacyjny zmusił do wprowadzenia tygodniowo aż trzech dni bezmięsnych w żywieniu zbiorowym i handlu.

Kary były dotkliwe, a kontrole masowe. Rozpoczęta pod koniec lat czterdziestych „bitwa o handel” (prowadząca de facto ...

Tagi

historiaPRLmięsohandel