POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 3 (3042) z dnia 2016-01-13; s. 62-64

Historia

Jerzy Kochanowski

Dobre, bo niemieckie

Mimo napiętych stosunków, a nawet wojny celnej między II RP a Niemcami, w dwudziestoleciu międzywojennym Polacy chętnie kupowali towary zza zachodniej granicy. Od kostek maggi i proszku Persil po mercedesy.

Chociaż polskie elity były w dwudziestoleciu zapatrzone raczej we Francję, Wielką Brytanię i USA, a produkowane tam artykuły stały wysoko na drabinie prestiżu, to towary niemieckie bez trudu znajdowały nad Wisłą nabywców, zarówno z racji atrakcyjnej ceny, jak i ugruntowanego przekonania o ich wysokiej jakości, solidności i walorach technicznych. Na przykład odzież – o ile moda wysoka była ukierunkowana na Paryż (kobieca) i Londyn (męska), o tyle masowi producenci zaopatrywali się w Berlinie i Wiedniu. „Nasi wytwórcy w kraju – pisano w połowie lat 30. – nie są dosyć zasobni na to, aby kupować modele w tych pierwszych źródłach, lecz muszą odczekać, aż te wymienione drugorzędne centra wypuszczą swe modele, oparte na paryskich pra-modelach, już po niższych cenach”. Geografia szła tutaj w sukurs ekonomii: polska droga na Zachód prowadziła – dosłownie i w przenośni – przez Niemcy.

Była to droga wyboista. Złe przez większość dwudziestolecia stosunki dyplomatyczne wpływały na relacje gospodarcze. Dochodziły do ...