POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 13 (2238) z dnia 2000-03-25; s. 32-34

Kraj

Mariusz Urbanek

Dobroczynność zawodowa

Zarabiają wszyscy: artyści, kolporterzy biletów, panie w toaletach

Na koncertach charytatywnych, wbrew ich nazwie, wszyscy muszą zarobić. Dla niepełnosprawnych, chorych na białaczkę, dzieci z zespołem Downa, Albańczyków albo Czeczeńców przeznaczane jest to, co zostaje. Gorzej, że nie zawsze zostaje.

Od dziesięciu lat przez Polskę przelewa się fala koncertów charytatywnych. Mniej lub bardziej nagłośnione, pod hasłami lepiej lub gorzej trafiającymi do serc i kieszeni ludzi, z nazwiskami wielkich gwiazd lub małych gwiazdek na afiszach. Podobne do siebie tylko pod jednym względem.

Od paru lat mnóstwo ludzi robi na organizowaniu koncertów charytatywnych ogromną kasę – mówi Mirosław „Klekot” Walczak, właściciel „Fabryki Koncertowej”, od początku organizujący we Wrocławiu finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. – Hasło: Cały dochód przekazujemy na szczytny cel oznacza, że przekazuje się to, co zostanie po zapłaceniu wszystkim: sobie, artyście i ekipie technicznej.

Jak zorganizować koncert

Podstawą zorganizowania koncertu charytatywnego jest wymyślenie chwytliwego hasła, które pozwoli znaleźć patronów. Bo im lepszy patron, tym łatwiej potem o sponsorów. Pierwsze miejsce w lidze honorowych patronów ma pani prezydentowa Kwaśniewska, o kolejnych: ministrów, wojewodów, prezydentów miast jest już znacznie łatwiej.

Małgorzata Kras z Telewizyjnej Agencji Informacyjno-Reklamowej postanowiła zorganizować dwa charytatywne koncerty ...