POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 13 (3204) z dnia 2019-03-27; s. 64-65

Nauka

Paweł Walewski

Docenić filtr

Choroby nerek są w Polsce masowo nierozpoznawane. Pacjenci mogą mieć o to pretensje do siebie. Ale też do lekarzy, którym brakuje czujności i wiedzy.

O nerkach w towarzystwie się nie rozmawia, bo trzeba by mówić o siusianiu. A to, że choroby wynikające ze złego stylu życia – miażdżyca lub otyłość – bardzo często towarzyszą przewlekłej niewydolności nerek lub, jak w przypadku nadciśnienia, mogą być jej konsekwencją, mało kto bierze pod uwagę. – Na ogół ludzie boją się o serce i nawet podejmując ryzykowne zachowania, mają z tyłu głowy myśl o zawale lub udarze – mówi prof. Ryszard Gellert, krajowy konsultant w dziedzinie nefrologii. – Tymczasem jeśli choruje serce, zazwyczaj chorują też nerki. I na odwrót.

Prof. Gellert przyznaje, że nawet wśród lekarzy świadomość tego, iż nerki bywają bardzo często chore, nie jest rozpowszechniona. Brakuje rzetelnych danych o tym, ile osób umiera z powodu ich przewlekłej niewydolności. Bo w statystykach taka przyczyna śmierci w aktach zgonu praktycznie się nie pojawia. – Lekarze wolą wpisywać zawał, udar, nowotwór, niewydolność wielonarządową. A z moich kalkulacji wynika, że powinni uwzględnić nerki ...