POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 48 (2169) z dnia 1998-11-28; s. 18

Wydarzenia

Marek Henzler

Doczołgać się do NATO

Sejm rozpoczął podniosłą debatę nad ustawą o ratyfikacji Traktatu Północnoatlantyckiego. W tym samym tygodniu odbyła się demonstracja pracowników upadającej zbrojeniówki i pogrzeb lotników z rozbitego w Święto Niepodległości samolotu Iskra. Lotnicy jako pierwsi będą się integrować z NATO - spadną na nich zadania obrony wspólnego obszaru powietrznego. Tymczasem niektórzy domagają się całkowitego zakazu lotów na złym sprzęcie. Czy stan polskiego lotnictwa nie jest symbolem sytuacji całych sił zbrojnych, których głównym zadaniem wydaje się dziś dotrwać do kwietnia, kiedy to wreszcie przyjmą nas do NATO?

Wojska Lotnicze i Obrony Powietrznej są najdroższym rodzajem sił zbrojnych (godzina lotu Miga-29 kosztuje 48,3 tys. zł, motogodzina rejsu niszczyciela rakietowego 30,1 tys. zł, a kilometr jazdy czołgu T-72 - 216 zł). Służy w nich ok. 57 tys. żołnierzy (28 tys. zawodowych, w tym ok. 1400 pilotów). Źródła zachodnie podają, że Polska ma 250 myśliwców, ale za 6 lat pozostanie ich zaledwie 50. Z najnowszych 22 samolotów Mig-29 lata zazwyczaj co trzeci. W budżecie na 1999 r. dla WLiOP zaplanowano wydatki w wysokości 2,18 mld zł (na wojska lądowe - 4,58 mld zł).

Z sił powietrznych odejść musi jeszcze kilka tysięcy żołnierzy zawodowych. Już rozwiązano niektóre pułki i dowództwa dwóch korpusów lotniczych. Ale rezerw kadrowych powinno się też poszukać na rozdętych wyższych szczeblach dowodzenia. Gen. dyw. Kazimierz Dziok, dowódca WLiOP, ma dziś aż sześciu zastępców. Każdy z nich ma z kolei swoich, w tym szef sztabu - czterech, a zastępca ds. logistyki - aż siedmiu zastępców! Piramidę ...