POLITYKA

Czwartek, 20 czerwca 2019

Polityka - nr 49 (2170) z dnia 1998-12-05; s. 51

Kultura

Mariusz Cieślik

Dom snów

Nowa powieść Olgi Tokarczuk "Dom dzienny, dom nocny" jest najbardziej oczekiwaną nowością wydawniczą tej jesieni, a może nawet roku. Można było się spodziewać, że po ogromnym sukcesie "Prawieku i innych czasów" pisarka da swoim czytelnikom kolejne dzieło napisane w podobnej poetyce. Tymczasem zamiast klarownej i przejrzystej formalnie powieści otrzymujemy rzecz trudną i eksperymentatorską.

"Prawiek ..." stał się już punktem odniesienia na mapie literackiej lat 90. Zachwycili się nim zarówno krytycy, jak i czytelnicy. Książka wygrała plebiscyt publiczności pierwszej edycji literackiej nagrody Nike, a autor-ka otrzymała za nią worek nagród (m.in. Paszport "Polityki"). Recenzenci porównywali powieść do największych dzieł Marqueza. Nikt chyba nie miał wątpliwości, że jest to jedno z najważniejszych wydarzeń naszej literatury ostatnich lat, a Olga Tokarczuk to wielki talent. Dlatego z taką niecierpliwością czekano na jej kolejną powieść.

Książka zaczyna się od opisu snu i trudno się oprzeć wrażeniu, że cała zbudowana jest z tej ulotnej materii. Ten pierwszy, otwierający powieść sen od razu stawia czytelnika przed zagadnieniem dla całości zasadniczym: "odkrywam inną rzecz - że potrafię patrzeć poprzez czas, że tak samo jak zmieniam punkt widzenia w przestrzeni, mogę go zmieniać także w czasie (...)". Czas, jakkolwiek by to banalnie brzmiało, jest w "Domu dziennym..." kategorią najważniejszą. Powieściowe "dzianie się" przebiega na kilku płaszczyznach czasowo-przestrzennych, trudno tu bowiem z powodu fragmentarycznej konstrukcji mówić o ...