POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 49 (2583) z dnia 2006-12-09; s. 96-97

Społeczeństwo / Ludzie

Barbara Pietkiewicz

Don Norbert i giermek Łukasz

Czasem w człowieku zdarzają się cuda. Iluminacja, nawrócenie, nie wiadomo, jak to nazwać. Życie, które było złe, nawet zbrodnicze, nagle się odwraca. Jakby od jakiegoś widoku, zdania, pozornie banalnego zdarzenia zmieniła się cała chemia mózgu.

Na fotografii z wakacji u wuja Norbert stoi przy traktorze. Widać, że wyrośnie na przystojnego, wysokiego chłopaka. Nie widać stóp zwróconych ku sobie, na których ani biegać, ani grać w piłkę. Nie było wtedy szkół integracyjnych ani stowarzyszeń dzieci z porażeniem mózgowym. Nie robiono takich jak dziś operacji. Lekarz powiedział rodzicom, że gdy syn urośnie, zoperuje mu się stopy. Ale jakoś do operacji nie doszło. Matka Norberta była księgową, grała w siatkówkę. Ojciec – działacz sportowy. Bardzo zapracowani, z trójką zdrowych dzieci na schwał. Tylko Norbert.

Nie znosił wkładek ortopedycznych, chciał być jak inni. Ale nie potrafił. W nauce też. Zaczął chodzić do szkoły zasadniczej, kierunek szewstwo, rzucił. I w ogóle – piwko, papierosy, koledzy z dzielnicy, element. Rodzice nie zarabiali źle. Ojciec dawał Norbertowi kieszonkowe. Los go pokrzywdził, niech ma. Mógł te piwka stawiać. Imponowały mu przekręty, wymuszenia, złodziejstwa. Podłączył się pod to. Starał się być chojrakiem. Za nic nie chciał czuć się odrzucony.

Wyrok. Więzienie. Znów wyrok. Współ...