POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 10 (12) z dnia 2017-10-04; Niezbędnik Inteligenta. 2/2017. Postczłowiek; s. 68-71

Medycyna przyszłości

Paweł Walewski

Dopalacze intelektu

Czy nowe stymulanty, zioła albo prąd są dobrym sposobem na ożywienie niewykorzystanego potencjału ludzkiego umysłu?

Jak pracują twoje szare komórki? W trybie turbo, a więc bez wytchnienia? Czy też są ospałe, zacinają się na synapsach, a większości w ogóle nie używasz? Teoria, zgodnie z którą tylko 10 proc. mózgu spełnia swoje zadanie, zaś 90 proc. pozostaje bezczynna, była wielokrotnie kwestionowana przez ekspertów. Nie można jej rozumieć dosłownie, ale może jednak ziarno prawdy tkwi w stwierdzeniu, że jakaś część potencjału umysłu pozostaje nieodkryta?

Nad tym skupiają się prace futurologów, ale też neurobiologów. Ba, zagadnienie jest na tyle inspirujące (a nawet zyskowne), że zaczęli ochoczo kręcić się przy nim domorośli uzdrawiacze wszelkiego autoramentu, wciskający w internecie podejrzane zioła i pigułki na pamięć, koncentrację oraz usuwanie zmęczenia.

Viagra dla mózgu? To rzeczywiście może brzmieć zachęcająco w czasach, kiedy konkurencja na rynku pracy wymusza od człowieka życie na najwyższych obrotach. Skłania to do poszukiwania sposobów przetrwania w świecie, który nigdy nie zasypia i wymaga skoncentrowania na wielu rzeczach jednocześnie. Manipulacja naturą chyba jednak zaczyna przekraczać granice rozsądku, jeśli jej przedmiotem staje się ludzki mózg.

Roślinne oszustwo

Berit Brogaard, duńska filozofka i specjalistka w dziedzinie nauk o mózgu, która robi obecnie karierę na amerykańskich uczelniach, przed dwoma laty wydała książkę „The Superhuman mind” (Nadludzki umysł). Można się z niej dowiedzieć, jak bardzo nieograniczone możliwości skrywają się w ludzkich głowach, ile tkwi tam talentów i jak plastyczny jest ośrodkowy układ nerwowy. „Jeżeli ktoś zatraci zdolność mówienia wskutek uszkodzeń lewej półkuli, to ośrodek mowy może wytworzyć zastępcze połączenia z innym obszarem mózgu, usytuowanym w prawej półkuli. Można po urazach rdzenia nauczyć się na nowo chodzić albo grać na instrumentach muzycznych” – wnioski płynące z doświadczeń Brogaard nie są już dla nikogo zaskakujące. Choć rehabilitanci i neuropsycholodzy bywają bardziej ostrożni: owszem, nawet w zniszczonym regionie mózgowia mogą pozostać neurony, które będą starały się poprzez odtwarzanie sieci połączeń nawiązać kontakt z innymi okolicami (najpierw sąsiednimi, potem coraz bardziej odległymi). Ale ta kaskada procesów naprawczych toczy się najszybciej przez pierwsze pół roku od urazu, a rehabilitacja ją wspiera w myśl zasady im wcześniej, tym lepiej.

W swojej książce Berit Brogaard przywołuje ludzi, którzy z niewyjaśnionych powodów dopiero po doznanych urazach stali się geniuszami. np. Jasona Padgetta, który po brutalnym pobiciu w 2002 r. został orłem matematyki. Może jednak lepiej nie bić się po głowie, próbując uruchomić drzemiący w niej potencjał? Może są medykamenty, którymi da się obudzić niewykorzystane możliwości? A mówiąc wprost – oszukać naturę, bo przecież do tego sprowadza się sięganie po środki farmakologiczne zwane smart drugs.

Pod tą nazwą kryją się leki i preparaty roślinne, które miałyby podnosić nastrój i umysłową wydolność. Już w dawnych czasach ich rolę pełniły ziarna kawy, ekstrakty pochodzące np. z czekolady lub zielonej herbaty, nie mówiąc o amfetaminie lub psylocybinie zawartej w grzybach halucynogennych (patrz ramka).

Chemik Gordon Alles wprowadził amfetaminę jako syntetyczny analog chińskiego leku ziołowego (efedryny) już w 1927 r. On też przyczynił się do wynalazku ecstazy. Różne jej formy – np. metamfetamina i benzedryna – zwiększały odwagę i utrzymywały aktywność żołnierzy podczas II wojny światowej po obu stronach frontu, ale był to ledwie początek długiej listy stymulantów, które miały się pojawić w następnych dekadach. W 1964 r. zespół pod kierunkiem rumuńskiego chemika dr. Corneliu E. Giurgei zsyntetyzował w Belgii związek piracetam, który okrzyknięto pierwszym preparatem nootropowym (termin ten wywodzi się z dwóch greckich słów nootropia, które w wolnym tłumaczeniu oznaczają: w kierunku umysłu). Do odkrycia doszło przypadkiem, podczas opracowania nowych pigułek nasennych (to w farmakologii żadna nowość: skuteczność Viagry również odkryto przy okazji testowania leku na nadciśnienie).

Piracetam przedwcześnie jednak ogłoszono efektywnym środkiem na turbodoładowanie. – Przez pewien czas traktowano go jako lek poprawiający spostrzegawczość, myślenie, koncentrację – przyznaje neurolog prof. Andrzej Friedmann z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Ale w kolejnych badaniach zawiódł na całej linii. Dziś jest bez znaczenia, choć raczej nie szkodzi. W wielu sklepach internetowych piracetam otwiera listę polecanych specyfików dla osób poszukujących umysłowych dopalaczy. W opinii ekspertów skutki działania tego leku nijak się mają do tych nadziei, ale fama robi swoje. Zjawisko placebo również.

Amatorzy nootropii sięgają także po znacznie silniejsze farmaceutyki, które znalazły zastosowanie przy leczeniu konkretnych chorób (...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]