POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 27 (2712) z dnia 2009-07-04; s. 24-26

Kraj

Ryszarda Socha

Dosypywanie Helu

Urzędnicy mówią, że na Półwyspie Helskim przyroda przegrywa z biznesem turystycznym. Ale tak naprawdę przegrywa z chciwością i bezprawiem.

Latem wypoczywają tu dziesiątki tysięcy turystów. Część z nich korzysta z pól kempingowych od strony Zatoki Puckiej; zaczynają się one tuż za Władysławowem i ciągną kilometrami. Jak szepczą urzędnicy, całe nieszczęście, że drogę tę codziennie pokonuje prof. Krzysztof Skóra, oceanograf, twórca i szef Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego w Helu, miłośnik fok i morświnów. Nic jego oku nie umknie.

Nie mógł więc nie zauważyć, że w sąsiedztwie kempingów znikają trzcinowiska porastające brzegi zatoki. A w trzcinowiskach żyje narybek, są też miejscem rozrodu i żerowania ptaków. Przyrodnicy twierdzili, że dzierżawcy kempingów zasypują trzciny piachem. Od 1997 do 2009 r. zniszczono jedną piątą szuwaru nad Zatoką Pucką. A Półwysep Helski jest objęty podwójną ochroną – znajduje się w granicach Nadmorskiego Parku Krajobrazowego (NPK), został też wpisany na unijną listę Natura 2000. – Na nasze protesty słyszeliśmy wciąż to samo, że oni tylko odtwarzają to, co zabrało morze – opowiada Władysław Jaszewski, dyrektor NPK. – Za ...

Kosa na sztorc

Polski rząd zabiegał w Brukseli o to, by miejscowości Półwyspu Helskiego i Zatoki Puckiej wyłączyć z obszarów Natury 2000, ale Komisja Europejska nie wyraziła zgody. To znaczy, że docenia walory przyrodnicze helskiej kosy. Jest ona chroniona zarówno dyrektywą ptasią, jak i siedliskową. Jeżeli KE po odebraniu raportów uzna, że doszło do znaczącego pogorszenia środowiska na obszarach Natura 2000, uruchomi stosowne procedury. Paweł Pawlaczyk, działacz Klubu Przyrodników, a zarazem wiceprzewodniczący Państwowej Rady Ochrony Przyrody, przywołuje przykład mokradeł nadmorskich Santona w północnej Hiszpanii, gdzie w wyniku budowy drogi oraz utworzenia prywatnych farm rybnych doszło do złamania dyrektywy ptasiej. Intensywne negocjacje Hiszpanii z KE zakończyły się uzgodnieniami, których wdrożenie kosztowało Hiszpanię 250 mln euro. Na razie żadne państwo nie pokusiło się, by walczyć z KE do końca, czyli do orzeczenia kary przez Trybunał, w grę wchodzą bowiem gigantyczne kwoty. – Dla KE spory kompetencyjne urzędów nie mają znaczenia, stroną jest państwo polskie – dodaje Pawlaczyk. Dla przyrody jest to jakieś rozwiązanie. Dla podatnika nie za bardzo.