POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 17 (2190) z dnia 1999-04-24; s. 30-32

Kraj

Jan Dziadul

Dowód w nosie

Krakowski sąd uniewinnił Wojciecha B., domniemanego "Inkasenta", oskarżonego o popełnienie pięciu morderstw. Koronnym dowodem prokuratury był zapach pozostawiony na miejscu zbrodni. - Wyszli za daleko przed orkiestrę - uważa prof. Jan Widacki, obrońca oskarżonego. - Identyfikacja osmologiczna, zapachowa, to dobra i obiecująca metoda, ale trzeba ją wesprzeć innymi dowodami.

"Dowody zapachowe" pojawiły się w wielu głośnych procesach: sprawa "Gumisia", "Inkasenta", zabójstwo Wojciecha Króla - tu również obrona podważa wartość osmologicznych badań, Tomka Jaworskiego, gen. Jerzego Fonkowicza... Ślady zapachowe zabezpieczono na miejscu zabójstwa gen. Marka Papały. W krakowskim Instytucie Ekspertyz Sądowych szacuje się, że rocznie ten dowód pojawia się w 800-1000 spraw sądowych.

- Identyfikacja zapachowa znana jest od końca ubiegłego wieku - mówi prof. Józef Wójcikiewicz z Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Pierwsi z aparatu węchowego psów zaczęli korzystać policjanci holenderscy - po zapachu docierali do przestępców. Nowością są "konserwy zapachowe", czyli utrwalanie śladów zapachowych na pochłaniaczach.

Psy tropiące i specjalne

Jeżeli zapach jest indywidualną cechą człowieka, to trzeba tylko znaleźć narzędzia, które potrafią odróżnić go od woni innych ludzi. Tu niezastąpiony jest pies - wspaniały biologiczny detektor zapachów. Ponoć lepszy węch ma świnia, ale trudno byłoby zachować powagę w momencie "identyfikacji przez świnię" (notabene kilka świń służy w policji ...