POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 21 (3010) z dnia 2015-05-20; s. 18-19

Polityka

Marek OstrowskiŁukasz Wójcik

Dramaty debaty

Na Zachodzie polityczne pojedynki przed kamerami stały się wręcz warunkiem demokracji. Ale co to za demokracja, w której zwycięstwo może zależeć od jednego fałszywego słowa lub kropli potu na czole?

Co takiego mógłby doradzić Bronisławowi Komorowskiemu opromieniony zwycięstwem David Cameron? Choćby: jako urzędujący premier czy prezydent unikaj bezpośredniej debaty z najgroźniejszym konkurentem. Takiego pojedynku nie da się wygrać, można go najwyżej nie przegrać. Po zaskakujących wynikach pierwszej tury wyborów prezydent Komorowski nie mógł sobie jednak już pozwolić na taki komfort. Telewizyjne starcie z Andrzejem Dudą, młodszym, względnie przystojniejszym pretendentem już na starcie, według historycznych statystyk, premiuje kandydata PiS – bez względu na to, co powie.

Takie polityczne pojedynki jawią się jako kwintesencja demokracji, niemal rycerskie starcie na polityczną śmierć lub życie. Nic bardziej mylnego. Jak wynika z doświadczeń najstarszych demokracji świata, to najbardziej nieprzewidywalny element kampanii. Wystarczy krzywa mina, jedno fałszywe słowo lub kropla potu – i lata sukcesów gospodarczych, reform społecznych, dyplomatycznych triumfów, wszystko pryska. W takich okolicznościach urzędujący polityk ma zawsze więcej do stracenia.

Szczegóły bywają politycznie zabójcze. Choćby który z rywali okaże się bardziej ludzki? We Francji do dziś pamiętają ripostę Giscarda d’Estaing w ...