POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 27 (2200) z dnia 1999-07-03; s. 93-96

Na własne oczy

Jowita Flankowska

Dresiary

Wszystkie są mistrzyniami w swoich dyscyplinach. Siwa i Donica w piłce nożnej (jedna gra na bramce, druga w ataku), Sylwia w karate (brązowy pas), Aneta w kick boxingu, Ruda w piłce ręcznej. Dlaczego ćwiczą męskie sporty? - Chyba mamy więcej testosteronu niż przeciętna kobieta - tłumaczy Aneta. Są tak dobre, że co pewien czas wyciągają po nie ręce trenerzy kadry narodowej, zabierając na obozy i zgrupowania i dezorganizując przy tym nieco tok studiów. Wszystkie dziewczyny skończyły właśnie drugi rok studiów na Akademii Wychowania Fizycznego. Poznały się na drugim piętrze męskiego akademika.

Czerwona poduszka w kształcie serca fruwa po całym pokoju.

- Umieram ze strachu, boli mnie brzuch, nie wytrzymam tego! - Ruda pokłada się po dopiero co zasłanych tapczanach. - Nie dam rady, niech mnie ktoś z tego zwolni, nie wyjdę na boisko! Czerwone serce raz jest pod sufitem, raz na brzuchu, raz pod głową Rudej.

- Oj! Przesadzasz. Przecież wiemy, że dasz radę - Siwa uśmiecha się pobłażliwie. - Będziemy ci kibicować. Chcesz trochę napoju energetyzującego?

Ruda sama nie wie, czego chce. Dla niej to jest naprawdę ciężkie popołudnie. Za chwilę będzie musiała zejść na ostatni przed meczem piłki ręcznej trening. Mecz jak mecz. Nie pierwszy i nie ostatni w jej karierze. Ale ten będzie grała przeciwko swojej macierzystej drużynie, z której przeszła do AZS-AWF.

Gnicie w męskim

Centrum świata to pokój Siwej i Anety. Zanim się do niego dojdzie, z reguły trzeba pokonać slalom między workami na śmieci zalegającymi przed niemal każdymi drzwiami na korytarzu. Nikt nie będzie ...