POLITYKA

Czwartek, 22 sierpnia 2019

Polityka - nr 22 (2556) z dnia 2006-06-03; s. 82-84

Kultura / Teatr

Aneta Kyzioł

Dresiarze Słowackiego, klubowicze Wyspiańskiego

Co łączy feministki, gejów, kasjerki z Biedronki i bezdomnych z przejścia podziemnego? Wszyscy są bohaterami polskiego teatru politycznego.

W 1989 r. reżyserzy teatralni z ulgą zrzucili płaszcz Konrada, sprawy bieżące zostawiając wybranym w demokratycznych wyborach władzom, a ich komentowanie wolnym mediom. Umarł teatr polityczny. Dziś, piętnaście lat później, wraca w odświeżonej postaci.

Teatr polityczny oznacza dziś przede wszystkim teatr społecznie zaangażowany. Wrażliwy na problemy wykluczonych i bezrobotnych. Stawiający pytania o znaczenie patriotyzmu w erze globalizmu, o siłę narodowych mitów, stosunek do historii.

– Opowiadamy raczej o tym, co szare i biedne niż salonowe – tłumaczy dyrektor Teatru w Legnicy Jacek Głomb. Był jednym z pierwszych reżyserów, którzy po okresie metafizycznym wprowadzili na sceny problematykę społeczną. – Sięgnąłem po tematy leżące na ulicy, nie bojąc się, jak inni koledzy, że się pobrudzę. Zapoczątkowana słynną „Balladą o Zakaczawiu” trylogia legnicka oddawała głos mieszkańcom miasta. Ich własne historie złożyły się na opowieść o korzeniach, o tożsamości, o ...