POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 18 (2348) z dnia 2002-05-04; s. 28-29

Świat

Marek Ostrowski

Drewniana gęba

Francja oburzyła się na samą siebie

Wynik pierwszej tury francuskich wyborów można tłumaczyć zwyczajnym przypadkiem. Było tylu kandydatów, szesnastu, że do drugiej tury mogli równie dobrze przejść na przykład Jospin i Le Pen. Ale ponieważ Francja jednak nie zwariowała – z Le Penem wygra w drugiej turze każdy przyzwoity polityk.

Francuzi od dawna chwalą sobie system głosowania w dwóch turach. Nikt nie ma większości na dzień dobry (pod tym względem Polska jest fenomenem światowym). W tej sytuacji pierwsza tura to głos serca, fantazji albo protestu (jestem za Jospinem, ale mi podpadł, więc żeby mu dać po nosie, na razie zagłosuję na jakiegoś lewaka). Druga tura – to głos rozsądku i realizmu. To prawdziwa polityka, to znaczy wybór z tego, co możliwe. Metoda okazała się katastrofalna w skutkach. Przy takim rozdrobnieniu – różnice 2–3 proc. są nie do przewidzenia. Cóż to za system polityczny, kiedy o losie prezydentury decyduje 0,68 proc. głosów, w dodatku przy rekordowo wysokiej absencji wyborczej? 0,68 proc. – tyle dzieli przegranego na zawsze przywódcę socjalistów Lionela Jospina (16,18 proc.) od triumfującego na długo Le Pena (16,86 proc.)

Trudno się więc dziwić bezsilnej wściekłości rzecznika Partii Socjalistycznej, który pomstował na brak zaangażowania swych partyjnych sympatyków: – Mam po dziurki w nosie niby-sympatyków, kolegów, którzy wybrzydzają na ten czy inny detal programu, kręcą nosem, ...