POLITYKA

Wtorek, 23 października 2018

Polityka - nr 34 (2719) z dnia 2009-08-22; s. 74-75

Świat

Tomasz Zalewski

Druga dama

Slogan kampanii prezydenckiej Billa Clintona „dwoje za cenę jednego” sprawdził się i dziś, kiedy to Hillary Clinton jako sekretarz stanu wniosła w posagu Barackowi Obamie swego męża.

Bill Clinton powrócił na czołówki gazet dzięki udanej misji dyplomatycznej w Korei Północnej. Tymczasem małżonka Hillary podróżowała akurat po krajach Afryki, co nie przyciąga nadmiernej uwagi mediów. W USA pojawiły się nawet głosy (m.in. popularnej felietonistki dziennika „New York Times” Maureen Dowd), że Bill znowu zepchnął ją w cień i że to kolejny przejaw uszczuplenia wpływów Hillary przez otoczenie Obamy. Czy rzeczywiście?

Była Pierwsza Dama zaciekle rywalizowała z Obamą o nominację prezydencką i w zeszłorocznej kampanii ostro krytykowała jego koncepcje polityki zagranicznej, wybór na szefową dyplomacji przyjęto więc jak sensację. Przewidywano, że jako sekretarz stanu z głośnym nazwiskiem zostanie „twarzą Ameryki” na świecie. W tej sytuacji naturalne nawet byłyby spięcia między Białym Domem a kierowanym przez nią Departamentem Stanu. Rzeczywistość okazała się inna.

Od początku rządów nowej ekipy Hillary jest raczej mało widoczna; pojawiły się też sygnały, że dano jej tylko ograniczoną swobodę działania. Obama nie zabrał jej ...