POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 41 (2214) z dnia 1999-10-09; s. 40-41

Świat

Roman Frister

Duża mniejszość

Dziewięciu arabskich obywateli Izraela zostało aresztowanych za udział w zamachach terrorystycznych. Po raz pierwszy w dziejach współczesnego państwa żydowskiego Arabowie izraelscy ulegli wpływom fundamentalistycznych organizacji islamskich. Po wysadzeniu w powietrze samochodów-pułapek w Hajfie i Tyberiadzie, fundamentaliści grożą zakłóceniem zapowiadanej na marzec wizyty papieża. Szin-Bet, izraelska służba bezpieczeństwa, domaga się delegalizacji tego ruchu.

Tego samego dnia, o tej samej godzinie, odgłosy potężnych wybuchów w uzdrowiskowej miejscowości nad jeziorem Genezaret oraz w portowej dzielnicy Hajfy, mimo iż nie spowodowały ofiar w ludziach, wstrząsnęły izraelską opinią publiczną. W obu przypadkach samochody-pułapki wyleciały w powietrze przed zaplanowanym czasem eksplozji. Terroryści padli ofiarą własnej nieostrożności, nie wyrządzając większej szkody. Izraelczyków zbulwersował fakt, że wykonawcy i organizatorzy zamachu to nie ludzie Hamasu czy Dżihadu Islamskiego z Gazy lub Zachodniego Brzegu, lecz mieszkańcy spokojnej, malowniczej wsi Daburije, przylegającej do stoku góry Tabor w Dolnej Galilei.

Dwadzieścia procent ludności państwa Izrael to mniejszość arabska, licząca około miliona osób. 700 tys. z nich to muzułmanie, pozostali są chrześcijanami lub Druzami i Czerkiesami. Wszyscy posiadają izraelskie obywatelstwo, mają swoją reprezentację w parlamencie, ich młodzież studiuje na uniwersytetach, a zamieszkane przez nich wsie i miasteczka wyglądają dostatnio, o niebo lepiej od podobnych osiedli w krajach ościennych. Nawet jeśli całkowite równouprawnienie jest czasami martwą literą prawa, ludność arabska w Izraelu zawsze była lojalna wobec państwa ...