POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 27 (3117) z dnia 2017-07-05; s. 87

Felietony / Passent

Daniel Passent

Duży Trump i Mały Trump

Mówcie, co chcecie, ale nasz Trump lepszy jest od ich Trumpa. Porównanie Donalda Trumpa i Jarosława Kaczyńskiego wypada zdecydowanie na korzyść naszego Trumpa. Ktoś może zapytać, dlaczego nie porównuję państwa T. z państwem D., tylko z Jarosławem Kaczyńskim? Na głupie pytania nie odpowiadam. Najwyższą władzę w USA przejmuje Donald Trump, z Melanią. Jak zauważył satyryk amerykański Garry Trudeau, Duży często zaprasza Melanię, żeby usiadła mu na kolanach, zwłaszcza gdy droga jest wyboista. U nas najwyższą władzę sprawuje prezes Kaczyński. Gdyby państwo mieli do wyboru być przy rozmowie prezydent – prezydent albo prezydent – prezes, to którą by wybrali?

Żadne medium, nawet tak Polsce niechętne jak „The Economist” czy „Washington Post”, nie ma wątpliwości, że faktycznym odpowiednikiem Trumpa w Polsce jest Kaczyński. Amerykański Biały Dom mieści się na Pennsylvania Avenue, głowa państwa, w tym mózg, są w tym samym domu. Natomiast w Polsce, zgodnie z monteskiuszowskim podziałem władz, głowa reprezentuje państwo w pałacu, a myśli na ulicy Nowogrodzkiej. Nawet wrogie Polsce gremia, jak Komisja Wenecka czy Komisja Praw Człowieka ONZ, nie mają wątpliwości, kto sprawuje władzę nad Wisłą. Nawet Jerzy Urban, wyrwany ciemną nocą ze snu, na pytanie, „kto rządzi w Polsce – Jaruzelski czy Duda?”, odpowie bez wahania: Kaczyński.

Nie ma co owijać w bawełnę: nasz Trump jest o klasę lepszy od ich Trumpa. Raczej warto się zastanowić, jak to się dzieje, że na czele największego mocarstwa, które ma więcej Nagród Nobla niż reszta świata razem wzięta, staje ktoś taki jak Donald Trump, który musi uznać wyższość Jarosława Trumpa z dalekiej Polski? Jak wszyscy wielcy politycy, panowie mają dużo wspólnego. Na przykład podzielają (zresztą z wzajemnością) niechęć do mediów. W jednym numerze tygodnika „The New Yorker” sprzed kilku tygodni czytelnicy doliczyli się 17 karykatur i rysunków niechętnych Donaldowi T. Numer wyborczy miał na okładce rysunki dwóch ceremonii zaprzysiężenia. Na jednej Hillary przysięga na Biblię, którą trzyma w rękach jej mąż Bill, a na drugim Donald Trump przysięga na Biblię, którą trzyma… Putin.

Donald Trump zwany jest czasami Dużym Trumpem, ponieważ mierzy 190 cm wzrostu, ale to jest jego jedyna przewaga. Nasz Trump jest wielki inaczej – góruje rozumem, doświadczeniem, kulturą. Co jeszcze łączy obu Trumpów, to niechęć do imigrantów i uchodźców. Ich Trump uznaje tylko nieliczne wyjątki, do których zaliczamy Ivanę (182 cm) i Melanię (180 cm). Nasz Trump jest bardziej konsekwentny i nie uznaje wyjątków, nawet gdyby miały dwa metry. Duży Trump przewiduje deportację milionów nielegalnych imigrantów (z wyjątkiem modelek) oraz budowę muru wzdłuż granicy z Meksykiem, i to za ich pieniądze (opodatkowanie przelewów pieniężnych z USA do Meksyku). Mały Trump nikogo nie wysiedla i nie buduje żadnych murów. Chyba że między Polakami. Żadnych uchodźców nie wpuści. Tylko Donalda T., żeby go postawić przed sądem. Duży Trump nie zbuduje muru wzdłuż Europy Środkowo-Wschodniej, bo skąd czerpałby żony?

Ich Trumpa łączy z naszym Trumpem i to, że obaj doszli do władzy w krajach zrujnowanych przez poprzedników. Stan, w jakim pozostawia Amerykę Obama, jest pożałowania godny, zresztą nie ma się czemu dziwić. Duży Trump mówi bez ogródek, że nie podoba mu się „zbrązowienie Ameryki”. Jego hasło brzmi: „Make America great again”. Słowo „again” („znów, ponownie”) wyraźnie wskazuje, że Ameryka była „great”, ale na razie „great” nie jest. Nasz Trump po rzuceniu hasła „Poland in shambles” („Polska w ruinie”) odbudował ją w iście amerykańskim tempie, w ciągu zaledwie kilku miesięcy kraj powstał z kolan, objął przywództwo narodów od Stambułu do Rygi, gospodarka pędzi w zawrotnym tempie, a nasze państwo budzi podziw od Waszyngtonu po Moskwę, ze szczególnym udziałem Rosji, Francji i Niemiec.

Kolejne podobieństwo: jeden i drugi Trump nie cierpią elity, zresztą z wzajemnością, a także dużych miast. Obaj są ulubieńcami białych robotników i ich rodzin, a także byłych robotników z małych miast, gdzie upadł wszelki przemysł, a wraz z nim i nadzieje... Obaj mają oddanych, fanatycznych zwolenników, wręcz zaślepionych, którzy będą na nich głosować choćby się paliło i waliło. – Nasz Trump jest wielki – mówią. Inaczej widzą ich przeciwnicy: dla nich trumpizm to głęboka wrogość do polityki profesjonalnej, antypatia do elit merytokratycznych, dystans wobec wartości liberalnych. Wedle Hillary Clinton amerykańscy „trumpiści” nie mają wspólnej ideologii, to luźna, wirtualna koalicja białych nacjonalistów, neomonarchistów, męskich szowinistów, nihilistów, konspiratorów ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]