POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 48 (2429) z dnia 2003-11-29; s. 116-121

Na własne oczy

Artur Pawlak

Dwa brzegi

Warszawa. W Villi Monaco wart jesteś tyle, ile twoja towarzyska pozycja, liczba zer na koncie. Przy Łochowskiej róg Zachariasza niewiele masz, niewiele znaczysz, żyjesz z dnia na dzień. Zaledwie 10 km od siebie, po dwóch stronach Wisły: dwa odległe kosmosy. Tyle że lokatorzy po równo szczęśliwi lub nieszczęśliwi.

Lewy brzeg. Barbara.

Mieszka za drzwiami z kanadyjskiej czereśni na 170 m kw. Apartament zaprojektował znajomy architekt, wnętrze wyposażyła wspólnie z mężem – salon w narożną kanapę obitą białą skórą, dwa czarne fotele, stolik ze szkła i obrazy. – Minimalistycznie, ale z dodatkiem ciepła – sama ocenia.

O Villi Monaco dowiedziała się przypadkiem ze wzmianki w polskiej gazecie o budowie najdroższych mieszkań w kraju. Przeczytała, zainteresowała się i jest. – Mieszka się tutaj cudownie – opowiada. Wchodzi do budynku i widzi młodego czystego ochroniarza, mija szerokie piękne korytarze, takie jak w najlepszych hotelach, w apartamencie okna ma od sufitu do podłogi, przez które wpada tyle światła. Podchodzi do okna, za którym rośnie 400-letnie drzewo. – W konarach kaczka uwiła sobie gniazdo, podglądałam, jak wysiaduje jajka, jak potem prowadzi małe nad strumyk, cudowny widok – opowiada dojrzała, piękna kobieta, żona wybitnego artysty, bardzo znanego w RFN, Austrii, Japonii, w&...