POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 23 (2301) z dnia 2001-06-09; s. 60-61

Kultura

Adam Szostkiewicz

Dylematy wewnętrznej wolności

Bonowicz nie przemilcza spraw trudnych w życiu ks. Tischnera

Na co dzień lubił chodzić w sportowej wiatrówce. Na rozmowy z najtęższymi umysłami Europy w letniej rezydencji papieskiej zakładał czarną marynarkę. Adam Michnik nazwał go „sumieniem polskiej demokracji”. Plotkowano, że będzie następcą kardynała Wojtyły i prymasa Wyszyńskiego. Sam ksiądz Tischner uważał się za chrześcijańskiego filozofa dialogu. Na intelektualne motto wybrał sobie słowa: Trzeba mieć miłość w myśleniu.

Od słynnego kazania na Wawelu wygłoszonego w październiku 1980 r. do liderów Solidarności z Lechem Wałęsą na czele popularność i prestiż Tischnera rosły nieprzerwanie. Ks. Józef poszedł wtedy za radą Krzysztofa Kozłowskiego z „Tygodnika Powszechnego”, który powiedział: „Podziękuj im za to, co zrobili”. Apogeum przyszło już w latach wolnej Polski, Tischner stał się najsławniejszym po papieżu duchownym w Polsce. Sława, zwłaszcza medialna, ma swoją gorzką cenę. W masowy obieg weszły mściwe stereotypy: Tischner jako wyrodny syn Kościoła, akolita żydów i masonów, tuba propagandowa Unii Wolności, kapelan „grubej kreski”, ksiądz dla niewierzących. Wrogowie Tischnera byli przekonani, że to „łże-kapłan”, którego prawdziwym celem jest niszczenie wiary i Kościoła od środka.

Wojciech Bonowicz stanął więc przed nie lada zadaniem, zabierając się wkrótce po śmierci Tischnera za pisanie jego pierwszej w Polsce biografii. Z jednej strony musiał się zmierzyć z legendą Księdza, z drugiej – z gębą przyprawioną Tischnerowi przez jego przeciwników. Bonowicz poradził sobie znakomicie. Spod wartko i jasno opowiedzianej historii życia, działania i ...