POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 49 (2632) z dnia 2007-12-08; s. 12-14

Temat tygodnia / Kraj

Marek Ostrowski

Dyplomacja i dąsy

Obecny spór między prezydentem a rządem o linię i ton polskiej polityki zagranicznej zapowiada długi okres zgrzytów i dąsów. Wiara w samo prawo – przy złej woli i zacietrzewieniu – nie wymusi współdziałania. A dobro Polski?

Wbrew krążącym po kraju amatorskim ekspertyzom polska konstytucja nie jest wcale niejasna, a w każdym razie nie bardziej zawikłana niż rozwiązania w innych krajach. W żadnej demokracji nie ma samodzierżawia, gdzie wszystkie decyzje dzierży jedna ręka. Władzą się trzeba dzielić. W Polsce ten podział wygląda tak: Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną RP, co wynika z art. 146 konstytucji. Termin „prowadzi” jest jasny i nie pochodzi z żargonu prawniczego. Zresztą konstytucja precyzuje jeszcze, że do rządu „należą wszystkie sprawy nie zastrzeżone dla innych organów”.

Ale z kolei prezydent w Polsce ma rozliczne i poważne kompetencje. Na przykład reprezentuje państwo w stosunkach zewnętrznych. O sposobie tego reprezentowania mówi art. 133 i znajduje się tam taka norma: „Prezydent współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem”, z czego konstytucjonalista prof. Piotr Winczorek wyciąga wniosek, że obowiązek współdziałania konstytucja nakłada przede wszystkim na prezydenta, a nie na premiera, bo tak literalnie brzmi ...