POLITYKA

Sobota, 20 kwietnia 2019

Polityka - nr 34 (2719) z dnia 2009-08-22; s. 8

Flesz. Ludzie i wydarzenia / Świat. Komentarz

Jagienka Wilczak

Dyplomacja internetowa

Dmitrij Miedwiediew swoim listem otwartym do Wiktora Juszczenki dał sygnał, że Rosja weźmie udział w kampanii wyborczej na Ukrainie. Czas najwyższy: wybory prezydenckie już w styczniu 2010 r. A premier Putin właśnie wizytował Abchazję, więc Miedwiediew mógł się poczuć pełną gębą prezydentem Rosji. I upomniał się o jej interesy, zarzucając Juszczence antyrosyjskość. Czyli – można powiedzieć – w sumie wszystko to, co buduje autorytet Juszczenki na Ukrainie. Politykę niezależności, która wyraża się także w szacunku dla języka. Proeuropejskie i pronatowskie ambicje. Wreszcie podtrzymywanie mitu UPA i Stepana Bandery, jako antykomunistycznych bojowników, którzy długo po wojnie stawiali opór. I uświadomienie Ukraińcom, że Wielki Głód, którego ofiarami padło kilka milionów ich rodaków, to było radzieckie ludobójstwo.

Dla elektoratu Juszczenki zarzuty Miedwiediewa to miód na serce: brawo Wiktor, tak trzymaj. Toteż notowania prezydenta natychmiast skoczyły w górę. Elektorat rywala, Janukowycza, może się czuć zaskoczony: mówi wprawdzie po rosyjsku, jest przeciwny NATO, ale ...