POLITYKA

Niedziela, 26 maja 2019

Polityka - nr 5 (2639) z dnia 2008-02-02; s. 51-52

Świat

Wawrzyniec Smoczyński

Dyplomacja jądrowa

Prezydent Francji ma dwie pasje: Carlę Bruni i Arevę. Ta druga to największy koncern nuklearny świata, jego reaktory mają przywrócić Francji dawny blask i potęgę.

Dwa reaktory zamówił w styczniu emir Abu Dhabi. Dwa kupiły Chiny. Dwa kolejne zamierza nabyć Libia, jeden Algieria, a w kolejce czekają już Egipt, Arabia Saudyjska, Katar, Tunezja, Maroko i Jordania. W ciągu trzech ostatnich miesięcy Nicolas Sarkozy sprzedał w Azji i na Bliskim Wschodzie siedem reaktorów atomowych. Wszystkie zbuduje ta sama firma – Areva, perła w koronie francuskiego przemysłu i oczko w głowie nowego prezydenta Francji.

Z patentem na najnowocześniejszy reaktor świata Areva jest liderem w energetyce jądrowej, a zarazem rzadkim przykładem kapitalizmu państwowego na skalę globalną. Podobnie jak Kreml z Gazpromu, Pałac Elizejski chce uczynić z Arevy flagowy okręt francuskiej gospodarki, a przy okazji narzędzie polityki zagranicznej Paryża. Moment jest idealny – na świecie zaczyna się właśnie złoty wiek energii jądrowej, a nikt nie jest nań lepiej przygotowany niż Francja.

Francja nie ma rezerw ropy ani gazu, a mimo to bezpieczeństwo energetyczne nie należy do jej największych zmartwień. 58 czynnych reaktorów pokrywa 80 proc. ...

Pierwsza dama atomu

Areva to dziecko Anne Lauvergeon. Prezes koncernu i jedna z najbardziej wpływowych postaci we francuskim przemyśle pilotowała fuzję kilku państwowych firm, która w 2001 r. doprowadziła do powstania Arevy. Z wykształcenia jest inżynierem kopalnictwa, w maju ubiegłego roku „atomowa Anna” była typowana na minister finansów Francji w rządzie premiera François Fillona, ale podobno odmówiła przyjęcia stanowiska.