POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 37 (2521) z dnia 2005-09-17; s. 100-105

Na własne oczy

Jakub Mielnik

Dżamal chce wracać na studia

Niszczycielski żywioł miewa oczyszczającą moc. Tsunami w Azji może doprowadzić do zakończenia jednej z najdłuższych i najmniej znanych wojen domowych na świecie. Rząd indonezyjski podpisał właśnie porozumienie z rebeliantami z sumatrzańskiej prowincji Aceh; tej, która najbardziej ucierpiała od śmiercionośnych fal.

Wolny Aceh to ruchomy kraj. Podobnie jak Tybet, Kurdystan czy tamilski Ilam trudno znaleźć go na mapach odzwierciedlających oficjalny podział polityczny świata. Wolny Aceh był tam, gdzie żyli ludzie wierzący w jego istnienie. Rozciągał się od Nordborgu na północnych przedmieściach Sztokholmu, po porośnięte dziką dżunglą góry północnej Sumatry. Po górach krążyły partyzanckie oddziały toczące niekończącą się wojnę o niepodległość Acehu od Indonezji. W Szwecji mieszka całe polityczne kierownictwo rebelii. Przez lata wolny Aceh istniał też w obozach koncentracyjnych, do których indonezyjska armia wtrącała partyzantów, i w wioskach pacyfikowanych za popieranie buntowników.

Gdyby nie tsunami, które w ciągu kilku minut zabiło na Sumatrze więcej ludzi niż indonezyjscy komandosi przez ostatnie 30 lat, Aceh dalej byłby pewnie efemerycznym bytem, zawieszonym między rebelianckimi bazami w dżungli a emigracyjnymi salonami w Szwecji. 15 sierpnia pod naciskiem świata, który wyłożył miliardy dolarów na odbudowę zrujnowanej kataklizmem prowincji, przywódcy rebelii i przedstawiciele władz Indonezji uś...