POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 6 (2640) z dnia 2008-02-09; s. 91

Ludzie / Obyczaje

Zdzisław Pietrasik

Dziady 40 lat później

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie? To będzie powtórka wieczoru sprzed 40 lat, kiedy w tym samym miejscu i w tym samym czasie odbyło się ostatnie otwarte dla publiczności przedstawienie „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka.

W Teatrze Narodowym 30 stycznia znów zebrał się salon: kombatanci Marca 1968 r., politycy byli i obecni, artyści kilku pokoleń, dużo ludzi młodych, którzy tak jak wówczas zasiedli pod ścianami. Za chwilę zacznie się wywoływanie duchów, o którym to obrzędzie tak mówi w „Dziadach” Gustaw: „najpiękniejsze święto, bo święto pamiątek”.

Co – oprócz mitu – zostało z pamiątek po tamtym przedstawieniu? Jak się okazuje, zachował się zapis dźwiękowy oraz parę fragmentów utrwalonych na taśmach filmowych. Jedno i drugie w nie najlepszym stanie technicznym, co, paradoksalnie, dodaje nagraniom dodatkowych walorów – głosy brzmią jak nie z tego świata, słabo oświetlone kadry przypominają bardzo stare filmy z pionierskiego okresu kinematografii. Tak pokazany jest na przykład Guślarz grany przez Kazimierza Opalińskiego, który wzruszająco wygłasza dedykację do „Dziadów”. Wrażenie uczestnictwa w tajemnym obrzędzie jest niezwykle dojmujące, gdy Gustaw Holoubek zaczyna Wielką Improwizację. Ekran pozostaje pusty, ponieważ akurat ten fragment nie zachował się, ale odtwórca jest na widowni. Nie może ...