POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 19 (3109) z dnia 2017-05-10; s. 6

Ludzie i wydarzenia / Kraj

Katarzyna Zdanowicz

Dzieci do domu!

Dzieci niepełnosprawne i przewlekle chore nie będą mogły korzystać z zajęć indywidualnych na terenie szkoły, postanowiło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Opublikowano właśnie projekt stosownego rozporządzenia.

Natychmiast podniosły się głosy przeciw ograniczaniu praw człowieka ponad 20 tys. uczniów. Nie chodzi tylko o dzieci z niepełnosprawnością, ale również dotknięte nowotworami, wadami serca i wieloma innymi schorzeniami kwalifikującymi do nauczania indywidualnego. Ktoś powie: „W czym problem, przecież wciąż będą przychodzić do nich nauczyciele. Jaka różnica, czy spotkają się w domu, czy w szkolnej klasie?”. Różnica jest diametralna, a problem niebagatelny. – Taka zmiana to społeczny wyrok. Naszym dzieciom trudniej będzie funkcjonować w społeczeństwie, nawiązywać relacje – mówi Agnieszka Kossowska, mama 8-letniego Franka. – Cofamy się do głębokiego PRL.

Franek urodził się jako wcześniak, ma zdiagnozowany autyzm, niedosłyszy, cierpi na epilepsję. Eksperci z poradni pedagogiczno-psychologicznej stwierdzili, że najlepszym rozwiązaniem dla Franka będzie łączenie zajęć. Najtrudniejszych przedmiotów chłopiec miałby się uczyć z nauczycielem w domu, łatwiejszy materiał przyswajałby z rówieśnikami w klasie. Wedle nowych przepisów miałby uczyć się wyłącznie z rówieśnikami. – A jeśli ...